Andrzej Grajewski nie kupi ŁKS-u, więc idzie zima zła

Andrzej Grajewski zdecydował, że rezygnuje z kupna spółki ŁKS SSA. Co to oznacza dla klubu? - Oszczędności i redukcję etatów - zapowiadają jego właściciele


<b><a class=c1n href="<http://www.facebook.com/pages/%C5%81%C3%B3d%C5%BA-Sportpl/200768423330804>"> Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Widzewie i ŁKS-ie tylko na Facebooku Łódź - Sport.pl&nbsp&raquo</a></b>

Pod koniec listopada pojawiła się informacja, że Grajewski chce przejąć akcje ŁKS-u. Biznesmen, który mieszka w Poznaniu, kilkakrotnie spotkał się z właścicielami klubu. Negocjacje trwały ponad dwa tygodnie.

Grajewski pojawił się nawet na meczu łódzkiego beniaminka z Jagiellonią Białystok. - Będę słuchał, jak długo kibice będą na mnie gwizdać - żartował. Po zakończeniu spotkania, zremisowanego pechowo przez ŁKS 1:1, stwierdził, że na bazie obecnego zespołu można stworzyć znacznie silniejszy. Razem z nim w klub mieli zainwestować Roman Stępień, dyrektor łódzkiej SMS, i Witold Skrzydlewski. Wcześniej Grajewski mówił, że obecni właściciele ŁKS-u wiedzę o piłce nożnej czerpali z komiksów.

We wtorek Grajewski oficjalnie ogłosił, że rezygnuje z przejęcia akcji klubu z al. Unii. Dlaczego? - Nie poraziła mnie wysokość zadłużenia, ale przede wszystkim na mojej decyzji zaważyła strona sportowa drużyny - tłumaczy. - Widziałem mecz z Jagiellonią, a moi doradcy sobotnie spotkanie z Lechem Poznań. Po nim wydali opinię, że w obecnym stanie personalnym zespół ma małe szanse pozostać w ekstraklasie.

Według Grajewskiego potrzebą chwili jest zatrudnienie czterech, pięciu nowych zawodników, a to wymaga oczywiście dodatkowych pieniędzy. - A to przekraczałoby wyraźnie fundusze, które mogłem przeznaczyć na zakup i funkcjonowanie klubu - wyjaśnia były właściciel Widzewa.

Kancelaria prawnicza, która reprezentuje Grajewskiego, ma wkrótce oficjalnie poinformować właścicieli ŁKS-u o rezygnacji z transakcji. - Domyślam się, że obecne kłopoty nie wynikają tylko z małej wiedzy o piłce młodych właścicieli, ale przede wszystkim to wina złych doradców, którzy przez lata budowali drużynę, która dzisiaj niewiele jest warta - dodaje Grajewski.

Przypomnijmy, że większość udziałów w spółce ŁKS SSA ma firma Tilia należąca m.in. do Filipa Keniga.

Obecni właściciele ŁKS-u twierdzą, że nadal prowadzą rozmowy z przedstawicielami funduszy inwestycyjnych. Chcą się pozbyć klubu, bowiem nie stać ich na dalsze utrzymywanie drużyny. Według nieoficjalnych informacji długi przekroczyły już 8 mln zł.

A co będzie, jeśli nie znajdą chętnych? - Mimo negocjacji musimy działać tak, jakbyśmy dalej sami prowadzili drużynę - powiedział Kenig. Jego zdaniem konieczne będzie szukanie oszczędności, żeby dokończyć sezon. - Będą cięcia kosztów, redukcja etatów, które nie są niezbędne do funkcjonowania klubu - dodaje Kenig.

W przyszłym tygodniu zaplanowane jest spotkanie z piłkarzami. Według naszych informacji usłyszą, że konieczne będzie zmniejszenie kontraktów nawet o 40 proc. Niektórzy dostaną propozycję rozwiązania umowy. - Są tacy, którzy czują się jak na wczasach - podkreśla Jarosław Dziedzic, dyrektor sportowy klubu z al. Unii.

W niedzielę ŁKS zagra w Łodzi ze Śląskiem Wrocław.

Kluby zalegają miastu ponad 2 mln zł! Najwięksi dłużnicy - Widzew i ŁKS