Sport.pl

Po porażce ze Śląskiem. Mecz jak cały sezon, czyli historia ŁKS - pechowca sezonu nr 1

Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie na pewno. A gdy zlikwidujesz jeden problem, to w jego miejsce pojawią się dwa kolejne - tak wygląda dotychczasowy sezon ŁKS-u, największego pechowca w polskiej lidze. Ostatni w tym roku mecz ze Śląskiem Wrocław był tylko tego przykrym potwierdzeniem
POLECAMY! Łódź będzie miała nowy stadion. Który najładniejszy? ZAGŁOSUJ

11 czerwca piłkarze ŁKS-u wspólnie z kibicami spotkali się na fecie, na której świętowano upragniony powrót do ekstraklasy. Dokładnie pół roku później ełkaesiacy rozegrali spotkanie ze Śląskiem, które idealnie oddaje to, co przez ostatnie pół roku działo się w klubie. Ale po kolei...

Już przed rozpoczęciem sezonu szefowie ŁKS-u prowadzili rozmowy z kilkoma inwestorami zainteresowanymi kupnem akcji bądź sponsorowaniem zespołu. - Niestety, słabe wyniki sprawiły, że wszyscy zrezygnowali. Nikt nie chce przecież inwestować w drużynę, która przegrywa mecz za meczem - tłumaczył Filip Kenig, współwłaściciel klubu.

Gdy po beznadziejnym rozpoczęciu ligi postanowiono zatrudnić szkoleniowca z nazwiskiem - i przede wszystkim autorytetem - kibice zobaczyli wreszcie ŁKS, na jaki czekali. Z Michałem Probierzem na ławce trenerskiej łodzianie wygrali cztery z siedmiu spotkań. W tym czasie więcej punktów zdobyły tylko Wisła Kraków i Śląsk, a ŁKS z dna tabeli wybił się do jej środka.

Niestety, idylla skończyła się wraz z przyjściem do klubu propozycji z Arisu Saloniki. - Po cichu cieszyłem się z każdego kolejnego dnia pracy Michała. Łudziłem się, że nie odejdzie zbyt wcześnie - mówił Tomasz Wieszczycki, były już dyrektor sportowy ŁKS-u, który po odejściu Probierza poprowadził drużynę w jednym spotkaniu. Ełkaesiacy zostali wówczas rozbici przez Ruch Chorzów 0:4 i rozpoczęli trwającą do dziś serię bez zwycięstwa. Gry zespołu nie odmienił Ryszard Tarasiewicz, pod którego okiem ŁKS przegrał trzy z czterech spotkań.

Po odejściu Probierza skończyła się nie tylko dobra gra beniaminka. Na jaw wyszły także ogromne problemy finansowe klubu, który od miesięcy nie płaci piłkarzom. Zimą wielu z nich odejdzie, resztę czeka ostre cięcie kontraktów [ci, którzy się na zmiany nie zgodzą, dostaną wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy - przyp. red.].

Kibol Widzewa w areszcie: Pieniądze z 1 proc. podatku na narkotyki

Pechowy rok ŁKS zakończył w równie pechowy sposób. W meczu z prowadzącym w tabeli Śląskiem gospodarze byli bardzo blisko sprawienia sensacji. W 10. min po centrze Marcina Kaczmarka precyzyjną główką popisał się Antoni Łukasiewicz. Wypożyczony ze Śląska piłkarz nie celebrował zdobytej bramki, ale z pewnością zarówno on, jak i jego koledzy poczuli w tym momencie wielką radość.

Powody do zadowolenia ŁKS miał przez blisko 80 minut. Przez ten czas to gospodarze nieoczekiwanie stwarzali sobie dogodniejsze sytuacje. Dwukrotnie blisko szczęścia był Marek Saganowski. W pierwszej połowie jego zaskakujący strzał piętą minimalnie minął słupek bramki Martina Kelemena, a w drugiej w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości trafił wprost w niego. Dogodne sytuacje zmarnowali także m.in. Bartosz Romańczuk (spudłował z bliska po ładnym rajdzie Marcina Smolińskiego) i Mladen Kaszczelan (jego strzał po zamieszaniu w polu karnym zatrzymał się na bocznej siatce).

Z kolei Śląsk - poza dogodną sytuacją Łukasza Madeja chwilę po straconej bramce - nie potrafił w żaden sposób zagrozić bramce Bogusława Wyparły. Wrocławianie nie mieli ani pomysłu na grę, ani choćby jednego piłkarza, który pociągnąłby za sobą resztę.

Wszystko zmieniło się w 78. min, gdy dośrodkowanie Marka Wasiluka strzałem głową na bramkę zamienił Przemysław Kaźmierczak. Co ciekawe, obaj piłkarze pojawili się na boisku kwadrans wcześniej. 10 min później Wasiluk z asystenta przemienił się w strzelca. 24-letni obrońca wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego Sebastiana Mili i wprawił w euforię kilkusetosobową grupę fanów z Wrocławia.

A kibicom ŁKS-u po raz kolejny pozostało przeklinać rzeczywistość. I narzekać, że wiatr w oczy ich biednej drużynie wieje w tym sezonie bez przerwy...

Grand Prix Kobiet w Atlas Arenie! Zobacz, jakie piękne siatkarki przyjadą do Łodzi [GALERIA]


Komentarze (3)
Po porażce ze Śląskiem. Mecz jak cały sezon, czyli historia ŁKS - pechowca sezonu nr 1
Zaloguj się
  • Gość: hehehehe

    0

    @Gość: łodzianin

    co za błyskotliwa riposta. Godna osoby spożywającej denatiurat w bramie na Limance ;)

  • Gość: łodzianin

    0

    a we widzewie są wieśniacy a nie łodzianie,panie redaktor

  • Gość: hahahahaha

    0

    pechowcy to są na prerii panie redaktor.

    w PSS-ie są nieudacznicy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX