Szefowie ŁKS wiedzę o prowadzeniu klubu czerpali z komiksów i od... Andrzeja Grajewskiego [KOMENTARZ]

Właściciele ŁKS grają w otwarte karty - jeśli piłkarze nie zgodzą się na ich warunki, to klub upadnie, a oni bezpowrotnie stracą wszystko
Szefowie ŁKS ujawnili plan naprawczy. Jeśli nie zostanie zrealizowany, klub UPADNIE!

Gdy prawie dwa lata temu Filip Kenig i Jakub Urbanowicz przejmowali będący na skraju przepaści ŁKS, obiecywali nie tylko uratowanie ponad 100-letniego symbolu Łodzi, ale i jego rozwój. Plany szybko musieli jednak zmienić, bo okazało się, że nie wszystko poszło tak, jak pójść miało. Efekt jest taki, że dziś w klubie nie ma na pensje i opłaty, długi rosną i coraz bardziej realny staje się jego upadek. Jego szefowie od dawna szukają więc kupca na swoje akcje.

Ostatnio długo rozmawiali z Andrzejem Grajewskim. Były współwłaściciel Widzewa przed laty miesiącami nie płacił swoim pracownikom, a są i tacy, którym nie zapłacił do dzisiaj. A gdy już płacił, to zwykle pod stołem. Słynne były też jego lichwiarskie pożyczki klubowi, którego przecież był właścicielem.

Po rozmowach z szefami ŁKS Grajewski wyznał dziennikarzom, że ci wiedzę o prowadzeniu piłkarskiego klubu najwyraźniej czerpali z komiksów i niedługo potem zdecydował, że ŁKS nie kupi. Ale właściciele klubu z al. Unii najwyraźniej szybko się uczą i z rozmów z Grajewskim wyciągnęli wnioski. Wczoraj przedstawili trzy scenariusze dla spółki. Pierwszy to przejęcie jej przez nowego właściciela, ale akurat ten wariant w następnym zdaniu sami wykluczyli. Drugi to wprowadzenie planu naprawczego. W skrócie miałby on polegać na tym, że piłkarze zgodzą się na znaczną obniżkę pensji, a resztę, w tym zaległe pieniądze, dostaną w ratach w ciągu siedmiu lat. Właściciele ŁKS grają w otwarte karty - jeśli piłkarze nie zgodzą się na ich warunki, to klub upadnie (to scenariusz trzeci), a oni bezpowrotnie stracą wszystko. Sprawa jest więc jasna - to od zawodników zależy, czy klub dalej będzie istniał, czy po ponad 100 latach upadnie. Pociągnięcie godne Grajewskiego!

Filip Kenig powiedział niedawno w jednym z wywiadów, że teraz, gdy klub jest w fatalnej sytuacji, okaże się, komu tak naprawdę zależy na jego dobru, a komu na czubku własnego nosa. Okazało się szybciej niż ktokolwiek się spodziewał.

Nie tylko PGE i Pepsi Arena, ale też Estadio da Gruz i Kurnik. Zobacz najbrzydsze stadiony ekstraklasy [ZDJĘCIA]