Trener ŁKS o przygotowaniach: "Planów nie ma, bo nie może być"

- Przekonywałem piłkarzy, że zostając w Łodzi, wszyscy możemy sporo zyskać. Nie tylko satysfakcję, że pomogliśmy klubowi będącemu w trudnej sytuacji - mówi Ryszard Tarasiewicz
Nie tylko PGE i Pepsi Arena, ale też Estadio da Gruz i Kurnik. Zobacz najbrzydsze stadiony ekstraklasy [ZDJĘCIA]

Jerzy Walczyk: Nie tylko dla ŁKS-u, ale dla pana też najbliższe dni mogą okazać się przełomowe.

Ryszard Tarasewicz: Nie jest tajemnicą, że w klubie sytuacja nie jest komfortowa. Nie tylko dla piłkarzy, ale też sztabu szkoleniowego. Właściciele drużyny, prowadząc rozmowy z zawodnikami, nadal poszukują kompromisu, aby wyjść z trudnej sytuacji. Myślę, że mądrzejszy będę pod koniec grudnia, kiedy będzie wiadomo, jak wygląda sytuacja finansowa. Nie ukrywam, że liczę się z odejściem kilku zawodników, dlatego powoli rozglądam się za nowymi. Jeżeli szybko nie zaczniemy rozmów z ewentualnymi następcami, nasza sytuacja wiosną może być nie do pozazdroszczenia.

Poprowadził pan łodzian w czterech meczach. Który było można wygrać?

- Z Jagiellonią Białystok i Śląskiem Wrocław. W tym drugim mogłem wycofać defensywnego pomocnika i wstawić choćby Marcina Adamskiego, który był na ławce rezerwowych. Rywale wykorzystali przewagę wzrostową i zdobyli dwa gole. O przegranej zadecydowały indywidualne błędy w obronie, dlatego do tej formacji musimy szukać wzmocnień. Dlatego żałuję, bo powinniśmy mieć przynajmniej 18 punktów.

Mecze z Jagiellonią i Śląskiem pokazały jednak, że drużyna idzie w dobrym kierunku.

- Zgadza się, bo zaczęła łapać właściwy rytm gry. Szkoda tylko, że nie zostaliśmy nagrodzeni większą liczbą punktów. Od tamtego czasu jednak wiele się zmieniło. Dlatego potrzebne są szybkie i stanowcze deklaracje. Na spektakularne transfery nie będzie nas stać, dlatego nowym graczom przynajmniej musimy zaofiarować skromne, ale godne pensje. I muszą dostawać je regularnie.

Nie obawia się pan, że Sebastian Szałachowski, który chce odejść, pociągnie za sobą kolejnych ełkaesiaków?

- Myślę, że część piłkarzy poprzez swoich agentów będzie szukać nowych klubów. Ale zimą trudno znaleźć dobrego pracodawcę. Na palcach jednej ręki można policzyć kluby posiadające stabilność finansową, które chciałyby zatrudnić graczy z 14. zespołu ekstraklasy. Z drugiej strony nikt nie będzie bawił się w sentymenty, gdy znajdą kluby choćby takie z zaplecza ekstraklasy. Piłkarze muszą jednak wiedzieć, że obietnice agentów nie zawsze znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Po ostatnim meczu długo przekonywałem piłkarzy, że zostając w Łodzi, wszyscy możemy sporo zyskać. Nie tylko satysfakcję, że pomogliśmy klubowi będącemu w trudnej sytuacji... Większość zawodników posiada ważne kontrakty do końca sezonu, a to oznacza, że pozostanie może być atutem podczas negocjacji nowych umów. Będąc piłkarzem, nigdy nie myślałem wyłącznie o pieniądzach. To nie był nadrzędny cel, bo kochałem grać w piłkę. Moje zarobki rosły stopniowo. Identycznie było, kiedy zostałem trenerem. Na początku nie zarabiałem 25 tys., ale siedem, dwanaście, dwadzieścia tysięcy. Sport to pasja, która potrafi być dobrze wynagradzana. Istnieje też druga strona medalu. Jeżeli zarabia się mało, najczęściej jesteś traktowany jako śmieć. Nie jestem przekonany do końca, czy piłkarze myślą wyłącznie o grze.

Podobno ma pan listę 28 piłkarzy, kandydatów do gry w ŁKS-ie. Dzwonił pan już do któregoś z wybrańców?

- Na mojej liście są piłkarze, którym albo kończą się kontrakty, albo nie mają stałego miejsca w szerokiej kadrze swoich drużyn. Na razie rozmawiałem z działaczami klubów, z których chciałbym wypożyczyć konkretnych graczy. Moja propozycja jest taka, by macierzysty klub płacił około 75 proc. pensji, a my dołożymy resztę. Przygotowania drużyny do rundy niewiele różnią się od tych w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu. Dla dobrych wyników decydujące znaczenie ma wyłącznie selekcja i dobór odpowiednich zawodników. Przypomnę, że w ostatnich transferach Śląska i pierwszym miejscu w tabeli jest także moja cegiełka. Jestem więc przekonany, że będę w stanie ściągnąć graczy, którzy uratują ekstraklasę, dla ŁKS-u. Na razie żadnych nazwisk ujawnić nie mogę, aby inne kluby nie skorzystały z okazji.

A z ilu piłkarzy chce pan zrezygnować?

- Mam swoją listę, ale dopóki nie pozyskam na ich miejsce innych, nie ujawnię nazwisk. Nie ukrywam, że część piłkarzy nie spełnia kryteriów sportowych, jakich oczekuję.

Czy w klubie istnieje już plan przygotowań do rundy wiosennej?

- Nie mógł powstać, bo nie wiadomo, jakim będziemy dysponować budżetem. Spotykamy się 10 stycznia o godzinie 9.30. Dobrze byłoby wyjechać na zagraniczne zgrupowanie, aby potrenować w dobrych warunkach na trawiastych boiskach i rozegrać kilka sparingów z wymagającymi rywalami. Byłoby dobrze wrócić do kraju tydzień przed meczem z Polonią Warszawa. Pamiętajmy, że do końca sezonu zostało tylko 13 spotkań, dlatego bardzo ważne będą pierwsze kolejki. Idealnie byłoby wygrać z Polonią i Lechią Gdańsk, by następnie bez stresu przygotowywać się do następnych meczów. Nie ukrywam, że jesteśmy w stanie oba zespoły ograć, ale zakładając, że ewentualne ubytki w składzie zastąpimy nowymi graczami. Czy będą na to pieniądze, czas pokaże...

Ile punktów należy zdobyć wiosną, aby utrzymać się w ekstraklasie?

- Myślę, że jeżeli zdobędziemy 16, 17 punktów, ekstraklasa pozostanie na stadionie przy al. Unii.

Radni na TAK. Pieniądze na stadion miejski w Łodzi zaklepane!


* Ryszard Tarasiewicz ma 49 lat. Jako piłkarz 58 razy wystąpił w reprezentacji Polski, m.in. w mistrzostwach świata w Meksyku. Wcześniej był trenerem Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław. W ŁKS-ie pracuje od 7 listopada. Prowadził drużynę w czterech meczach, zdobywając jeden punkt (1:1 z Jagiellonią w Łodzi).