Andrzej Grajewski o sytuacji w ŁKS: "Współczuję Kenigowi i jego kolegom"

Żeby spokojnie dokończyć sezon, ŁKS potrzebuje 2 mln zł. Według ujawnionego właśnie raportu długi spółki są jednak przeszło trzy razy większe
Ratujmy ŁKS! Specjalne konto jest już gotowe!

Filip Kenig, główny udziałowiec ŁKS SA, mówił w niedawnym wywiadzie dla lodz.sport.pl: - Problem jest znacznie szerszy, bo jest nim nie tylko obecny dług, lecz także brak odpowiedniej infrastruktury, sponsorów czy bogatego właściciela.

Zapowiedział, że wkrótce opublikuje sprawozdanie finansowe klubu. Tak też stało się wczoraj. Na oficjalnej stronie ŁKS pojawił się komunikat, w którym Kenig twierdzi: - Skoro znaleźliśmy się w sytuacji, w której to kibice mogą zdecydować o dalszym "być albo nie być" ŁKS, czujemy się w obowiązku udostępnić poniższy raport, tak by wszystko było jasne i klarowne.

Chodzi o rozpoczętą w czwartek zbiórkę pieniędzy, które mają pomóc drużynie w dokończeniu sezonu. Przypomnijmy, że to był wspólny pomysł władz Łodzi, działaczy, piłkarzy i kibiców ŁKS. Celem jest zebranie 2 mln zł, bo tyle potrzeba do zakończenia rozgrywek. Od wczoraj działa już specjalne konto "Ratujmy ŁKS" (75 1750 1093 0000 0000 2018 4361), na które można wpłacać pieniądze.

Z raportu przedstawionego przez szefów klubu wynika, że zadłużenie wynosi obecnie ok. 6,5 mln zł. Większość (4,1 mln zł) to nieoprocentowane pożyczki, a reszta to długi, m.in. wobec piłkarzy. Udziałowcy ŁKS informują też, że sami włożyli już w klub 4,3 mln zł. Ta kwota ma zostać zamieniona na akcje spółki poprzez podniesienie jej kapitału. To akurat nic nowego, bowiem zadłużenie czołowych polskich zespołów jest kilkadziesiąt razy większe.

Przypominają, że przejęli ŁKS od miasta z prawie czteromilionowym długiem. Zostało z niego 300 tys. zł. 9,5 mln zł kosztowało utrzymanie drużyny w dwóch poprzednich sezonach w I lidze (bez premii za awans). Koszty obecnych rozgrywek mają wynieść 8,4 mln zł.

Według szefów ŁKS zarobki piłkarzy po wprowadzeniu planu naprawczego to ok. 250 tys. zł miesięcznie, trenerów - 35 tys. zł, prezesa 1,1 tys. zł, a wynajęcie obiektów kosztuje klub 30 tys. zł.

Po podliczeniu wszystkich dochodów (z opłat za transmisje telewizyjne, od sponsorów, dotacja w urzędu miasta, premia od Ekstraklasy za miejsce) ŁKS brakuje właśnie 2 mln zł. "Chcemy zamknąć obecny sezon z zerowym bilansem, a do tego potrzebna jest kwota niespełna 2 mln zł. Nie możemy pozwolić sobie na generowanie dalszych strat. Uczymy się na własnych błędach i jeśli cały plan się powiedzie, to w przyszłym sezonie będziemy budowali drużynę na miarę realnych możliwości finansowych spółki, tak aby kolejny podobny deficyt już się nie powtórzył. Bogatsi o bagaż doświadczeń jesteśmy przekonani, że jest to możliwe" - pisze Kenig.

Przypomnijmy, że najbliżej przejęcia spółki był Andrzej Grajewski, były współwłaściciel Widzewa. Według niego najgorsze w sytuacji ŁKS-u są pożyczki od osób prywatnych. Wyjaśnił, że to było głównym powodem wycofania się z negocjacji. Nie dziwię się, że Kenig i jego koledzy nie widzą już możliwości dalszego finansowania. Po prostu nie chcą wykładać własnych pieniędzy, które przez dwa lata najzwyczajniej w świecie utopili. Wiem, co się czuje, kiedy daje każde 100 tys. zł. Najpierw należy pieniądze zrobić, potem opodatkować, a następnie pobrać z konta i spojrzeć rodzinie głęboko w oczy. Proszę wierzyć, że najbardziej człowieka boli ostatnia z tych rzeczy - powiedział lodz.sport.pl.

Kibice mają ratować ŁKS. Trzeba zebrać 2 miliony złotych!