Po skandalu na derbach Łodzi koszykarek. Wszyscy widzieli co się dzieje, ale nikt nie reagował

Kibole ŁKS znów dali popis chamstwa. Tym razem wobec koszykarek Widzewa.
W sobotę w hali przy al. Unii rozegrane zostały koszykarskie derby w kobiecej ekstraklasie. Po dramatycznym meczu Widzew pokonał ŁKS Siemens 76:65, ale największymi przegranymi byli kibole. Napisała o tym nasza czytelniczka pani Bogumiła: "(...) Jestem zaskoczona i równocześnie zażenowana tym, co zobaczyłam i usłyszałam w tym dniu z trybun hali przy al. Unii. Staram się rozumieć waśnie pomiędzy kibicami różnych klubów, ale nie potrafię - a nawet nie chcę pojąć - jak można krzyczeć do kobiet, koszykarek: jazda z k..., prostytutki, ladacznice, ssij. Zaszokowało mnie również to, że kobiety, koszykarki, były opluwane przez kibiców. No właśnie, czy tych ludzi można nazwać kibicami" - pisze sympatyczka basketu.

Strona internetowa sekcji koszykarskiej Widzewa też opisała zajście. "(...) Przed meczem kierownik zabezpieczający imprezę ostrzegał osoby, które przybyły na mecz z Widzewem, o niewyciąganie emblematów klubowych. Po meczu Elżbieta Trześniewska, trenerka Widzewa, a wcześniej zawodniczka ŁKS, przyznała w TV Toya: - Nie mogę nie zareagować na to, co tutaj się dzieje. Nie zwykłam grać tutaj w takich warunkach, przy takiej ilości niecenzuralnych słów (...)".

- W derbach było naprawdę gorąco - potwierdza "Gazecie" Marek Lendych, komisarz zawodów z ramienia Polskiego Związek Koszykówki. - Po mojej interwencji mecz został przerwany. Później toczył się już w zdecydowanie milszej atmosferze - podkreśla. Zajście zostało opisane w protokole, który trafił do Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet, organizatora rozgrywek.

Bogdan Redłowski, odpowiedzialny za ochronę derbów, przyznaje, że kibole nie zachowywali się dobrze. - Używali wobec widzewianek wulgarnych słów, a nad ich reakcjami było naprawdę trudno zapanować. Nieprawdziwy jest za to zarzut, aby zaatakowali działaczy Widzewa - mówi. Redłowski twierdzi, że między łódzkimi klubami istnieje niepisana umowa, że kibice nie pojawiają się w halach rywali. - W specjalnym sektorze było kilku fanów widzewskiego klubu, dlatego poprosiłem, aby schowali klubowe szaliki, by nie prowokować niepotrzebnych napięć - tłumaczy. Jego zdaniem cześć widzewianek nie wytrzymała ciśnienia derbów i pokazały uniesiony w górę środkowy palec w kierunku sektora kibiców ŁKS. - Ale skandalicznego zachowania naszych fanów nic nie usprawiedliwia - kończy Redłowski.

Ryszard Andrzejczak, prezes sekcji koszykarskiej Widzewa, twierdzi, że dawno nie spotkał się z takim zachowaniem. - Najbardziej oberwało się Leonie Jankowskiej, która w poprzednim sezonie występowała w ŁKS. Kibice nie mieli dla niej nawet litości, kiedy leżała na boisku z krwawiącym nosem - dziwi się. Jego zdaniem jedynym sposobem przerwania fali wulgaryzmów było wyprowadzenie chuliganów z sali. Komisarz zawodów nie zdecydował się jednak na to.