Grający właściciel ŁKS meczem z Kotwicą zakończył "przygodę z koszykówką"? Najprawdopodobniej tak

- To był prawdopodobnie mój ostatni mecz w tym sezonie i chyba w ogóle w mojej przygodzie z koszykówką - obwieścił po wygranej z Kotwicą Kołobrzeg Filip Kenig, grający współwłaściciel ŁKS Łódź.
W niedzielę koszykarze ŁKS wygrali w Atlas Arenie z Kotwicą Kołobrzeg 85:74, odnosząc tym samym piątą wygraną w sezonie i drugą w ostatnich pięciu spotkaniach. - Bardzo fajnie, że praca, którą wykonujemy na treningach co jakiś czas sprawia, że udaje nam się wygrać. W naszym obecnym składzie, w którym jest wielu młodych zawodników, a można nawet powiedzieć, że juniorów, takie zwycięstwo cieszy tym bardziej - przyznaje Filip Kenig.

Dla grającego właściciela ŁKS wygrana z Kotwicą była bardzo ważna z jeszcze jednego powodu. - Dla mnie to zwycięstwo jest ważne, bo był to najprawdopodobniej mój ostatni mecz w tym sezonie i chyba w ogóle w mojej przygodzie z koszykówką - mówi Kenig, który z drużyną z Kołobrzegu zdobył dziewięć punktów, co jest jego najlepszym wynikiem od 16 spotkań. - Fajnie, że takim występem udało zakończyć się zabawę pod tytułem gra w koszykówkę - przyznaje 34-letni Kenig.

Współwłaściciel ŁKS tłumaczy swoją decyzję trudnością z pogodzeniem spraw zawodowych z koszykówką. Najlepszy tego przykład mamy teraz - dzień po wygranej z Kotwicą Kenig musiał wyjechać w sprawach biznesowych i nie będzie go w Polsce przez kilka tygodni. - Muszę wyjechać na jakiś czas służbowo za granicę, więc przynajmniej będę miał jakieś miłe wspomnienia. Głupio by było, gdybym wyjechał po takim meczu jak ze Śląskiem, po którym przez pół nocy nie mogłem spać [ŁKS po fatalnej grze przegrał 64:86 - przyp. red.]. Sami straciliśmy do siebie trochę szacunku po tym meczu i fajnie, że teraz się podnieśliśmy - kończy.

W obecnym sezonie Kenig wystąpił w 31 z 32 spotkań ŁKS. Średnio spędzał na parkiecie nieco ponad 15 minut, w trakcie których zdobywał 3,6 punktu.

Najlepsze w jego wykonaniu były listopadowe spotkania z Siarką i Zastalem, w których rzucił odpowiednio 14 i 13 punktów. - Dzięki takiemu meczowi zeszło ze mnie trochę ciężaru. Nikt mi tego nie powiedział w twarz, ale słyszałem głosy, że gram w klubie, bo jestem jego właścicielem. Dlatego potrzebowałem takiego meczu, by się psychicznie odblokować. To oczywiście nie znaczy, że teraz ja czy inni zawodnicy będziemy tak grać w każdym meczu, ale to właśnie dzięki takim momentom czerpiemy radość z tego, co robimy - cieszył się Kenig po wygranej w Zielonej Górze. W niedzielę radość z gry mógł zaczerpnąć raz jeszcze.