Podbeskidzie - ŁKS. Znów mecz ostatniej szansy dla łodzian

Piłkarze ŁKS-u co tydzień grają mecz o życie. To oczywiście przesada, lecz im bliżej końca sezonu, tym margines błędu jest mniejszy, a każda porażka przybliża ich do spadku
Piotr Świerczewski, menedżer ŁKS, zapewnia, że nie dopuszcza do siebie myśli o spadku. Chwała mu za to, ale od wiary, niestety, nie przybywa punktów. A na zwycięstwo ełkaesiacy czekają od 30 października ubiegłego roku, kiedy to pokonali w Kielcach Koronę. Trudno jednak podzielać optymizm Świerczewskiego, skoro z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie - Lechią Gdańsk, Cracovią i Zagłębiem Lubin - jego podopieczni zdobyli zaledwie dwa punkty. - Wspomnienie tamtych meczów wywołuje we mnie sportową złość. Tym bardziej że z Lechią i Cracovią mogliśmy pokusić się o lepszy wynik - dodaje menedżer.

Kolejny przeciwnik, jakim jest Podbeskidzie Bielsko-Biała, teoretycznie jest dużo silniejszy od zespołów z Gdańska, Lubina czy Krakowa, ale z pewnością jest w zasięgu ełkaesiaków. Zresztą w pierwszej rundzie drużyna z al. Unii pokonało go 2:1. Było to ostatnie spotkanie łódzkiej drużyny pod wodzą Michała Probierza.

Niestety, los nie sprzyja ŁKS-owi, który nie dość, że ma mało punktów, to jeszcze ma duże problemy kadrowe. W Bielsku-Białej nie może bowiem zagrać aż trzech podstawowych zawodników: Bogusław Wyparło, Olegs Laizans i Seweryn Gancarczyk, a także Marcin Mięciel, który ostatnio najczęściej rozpoczynał mecze z ławki rezerwowych.

Jedyna dobra wiadomość jest taka, że do kadry wrócił kapitan Marek Saganowski, który był ostatnio mocno przeziębiony. - Jego forma po chorobie będzie wielką niewiadomą. Wyjdzie w pierwszym składzie, gdyż bardzo na niego liczę - zapowiada Świerczewski.

Menedżera szczególnie martwi absencja defensywnego pomocnika Laizansa. Wszystko wskazuje, że będzie Łotysza musiał zastąpić Grzegorz Bonin. - Razem z Antkiem Łukasiewiczem będą odpowiedzialni za rozbijanie ataków rywali - przyznaje Świerczewski. I dodaje, że rozważa też wariant z Saganowskim w drugiej linii, a Bonin zostanie wtedy przesunięty na lewą pomoc.

To wszystko pokazuje, że w podstawowej jedenastce pewne miejsce wywalczył sobie Mateusz Stąporski, który tydzień temu dobrze wypadł w meczu z Zagłębiem. Gola wprawdzie nie strzelił, ale miał kilka szans.

W klubie z al. Unii pojawiły się spekulacje, że przed derbami, zaplanowanymi na 9 kwietnia, możliwe są zmiany w sztabie szkoleniowym. Ich ofiarą miałby paść Andrzej Pyrdoł. On jednak twierdzi, że nie słyszał, aby miał zostać wkrótce zdymisjonowany.

Podbeskidzie, które tak jak ŁKS jest beniaminkiem ekstraklasy, ma aż 15 punktów więcej od łodzian. To tyle samo co mistrz Polski Wisła Kraków i o dwa punkty mniej od Lecha Poznań. A zaczęło rozgrywki niewiele lepiej od zespołu z al. Unii, m.in. przegrywając aż 0:6 z PGE GKS-em Bełchatów.

Pierwsze zwycięstwo Podbeskidzie odniosło w szóstej kolejce (z Legią w Warszawie 2:1), w tej samej co ŁKS. Co ciekawe, podopieczni trenera Roberta Kasperczyka lepiej spisują się na wyjazdach niż u siebie. - I tutaj upatrujemy naszej szansy - dodaje Arkadiusz Onyszko, trener bramkarzy w ŁKS-ie.

W piątek w południe ełkaesiacy trenowali w Łodzi, a następnie wyjechali do Bielska-Białej. Piłkarze nie chcieli rozmawiać o czekającym ich meczu. - Chcemy przygotować się w spokoju do tego spotkania - stwierdził tylko Wojciech Łobodziński. - Miło będzie, jeśli coś uda nam się ugrać.

Do Bielska-Białej wybiera się 220 kibiców ŁKS-u, bo tyle pomieścić może specjalny sektor dla fanów drużyn przyjezdnych.

Spotkanie rozpocznie się o godz. 15.45, a transmisję przeprowadzi Canal+.