ŁKS walczył dzielnie, ale przegrał z Polpharmą. Niesamowity występ Hazzarda!

Po dwóch wygranych z rzędu koszykarzom ŁKS nie udało się sprawić kolejnej niespodzianki. O ich porażce z Polpharmą zadecydowała przede wszystkim fantastyczna postawa Brandona Hazzarda, który zdobył dla gości... 45 punktów.
Spotkanie z Polpharmą zakończyło serię czterech kolejnych meczów ŁKS w Atlas Arenie. Łodzianie dwa ostatnie z nich wygrali, dzięki czemu podreperowali trochę fatalne statystyki. Patrząc na ich ostatnią formę można było mieć nadzieję, że po meczu z drużyną ze Starogardu Gdańskiego dorobek powiększy się o kolejną wygraną. Zwłaszcza, że zwyżka formy ŁKS rozpoczęła się właśnie od niedawnego wyjazdowego meczu z Polpharmą, dzięki którego podopieczni Piotra Zycha przełamali serię 15 kolejnych porażek.

Niestety, niedzielny rewanż rozpoczął się dla gospodarzy fatalnie, bo od straty dziewięciu punktów z rzędu. O początkowej grze ŁKS najlepiej świadczy to, że po pięciu minutach przegrywał aż 2:15. Dopiero od tego momentu zaczęła się lepsza gra koszykarzy z al. Unii. Część strat udało im się jednak odrobić dopiero w drugiej kwarcie, gdy od stanu 13:26 doprowadzili do wyniku 25:32. W drużynie gości byli jednak Jeremy Simmons i przede wszystkim Hazzard. Obaj do przerwy zdobyli łącznie aż 37 punktów. Rewelacyjnie grał zwłaszcza ten drugi, który rzucił 26 punktów (w tym sześć trójek) i zanotował pięć zbiórek. To właśnie dzięki dwóm z rzędu trafieniom Hazzarda za trzy Polpharma pod koniec drugiej kwarty zdobyła dziesięć kolejnych punktów i odskoczyła gospodarzom na 17 punktów.

Na przerwę ełkaesiacy schodzili z 13 punktami straty i trudno było liczyć na to, że uda im się odmienić losy meczu. Po ostatnich meczach Zych tłumaczył, że dysponuje bardzo wąską kadrą, która coraz gorzej znosi grę co trzy dni (musi sobie z nią radzić od początku marca). W niedzielę meczowa kadra była jeszcze węższa, bo do Stanów wyjechała największa gwiazda ŁKS-u, czyli zaproszony na Nike Hoop Summit Michał Michalak. Kilka dni wcześniej w sprawach służbowych do Chin wyleciał za to Filip Kenig, grający właściciel drużyny z al. Unii.

Mimo problemów kadrowych i po prostu słabszej drużyny ełkaesiacy nie dawali jednak za wygraną. Drugą połowę bardzo dobrze zaczął Paweł Malesa, który zdobył kilka ważnych punktów. To głównie dzięki niemu gospodarze w połowie trzeciej kwarty przegrywali już tylko ośmioma punktami (56:64). Straty mogłyby być jeszcze mniejsze, ale w kilku ważnych akcjach koszykarze ŁKS nie trafili z czystych pozycji i zaliczyli kilka prostych strat. Słabo funkcjonowała też obrona, która grała mało agresywnie i często była spóźniona. Zamiast gonienia wyniku ponownie odskoczyła więc Polpharma, w której wciąż rewelacyjne zawody rozgrywał Hazard.

Gdy w połowie czwartej kwarty Amerykanin zdobył swój 40. (!) punkt w meczu, przewaga gości zwiększyła się do 17 punktów (84:67) i nadzieje łodzian na dobry wynik zostały rozwiane. Łącznie Hazzard zdobył aż 45 punktów, co jest rekordem sezonu w Tauron Basket Lidze. Trafił m.in. aż dziewięć razy za trzy. To tyle, ile w całym meczu rzucili wszyscy koszykarze gospodarzy.

Do końca sezonu zamykającym tabelę ełkaesiakom pozostały jeszcze cztery mecze. Pierwszy z nich rozegrają już w środę, gdy w Koszalinie zmierzą się z AZS.

ŁKS - Polpharma 83:96

Kwarty: 13:24, 22:24, 25:25, 23:23

ŁKS: Zyskowski 23, Malesa 17, Sulima 13, Trepka 11, Dłuski 8, Bartoszewicz 4, Szczepaniak 3, Bińkowski, Kuczmera po 2.

Polpharma: Hazzard 45, Śnieg 17, Simmons 12, Nowakowski 7, Dąbrowski 5, Metelski 4, Hicks, Wall, Arabas po 2, Paul.