ŁKS gra na wyjeździe z AZS Koszalin. Czy łodzianie znów postraszą faworyta?

Po czterech meczach w Atlas Arenie koszykarze ŁKS Łódź znów zagrają na wyjeździe. Mimo ostatniej dobrej gry zdecydowanym faworytem spotkania będą gospodarze, czyli AZS Koszalin.
Koszykarze z al. Unii wygrali trzy z ostatnich ośmiu spotkań, a gdyby nie fatalny początek niedzielnego meczu z Polpharmą Starogard Gd. (po sześciu minutach ełkaesiacy przegrywali 4:20) być może mogliby pochwalić się serią trzech zwycięstw z rzędu. - Zaczęliśmy bardzo nieskoncentrowani, i to już drugi mecz z rzędu. Z Politechniką udało nam się jednak odrobić straty, a tym razem nie. Musimy z tego wyciągnąć wnioski, bo nie możemy tak rozpoczynać spotkań - przyznaje Krzysztof Sulima, zawodnik ŁKS.

Jeśli w najbliższej kolejce podopieczni Piotra Zycha będą chcieli pokusić się o kolejną niespodziankę, nawet najwyższa koncentracja od pierwszej minuty może im nie wystarczyć. Ich przeciwnikiem będzie bowiem drużyna z Koszalina, która jest o krok od awansu do fazy play-off. Jeśli AZS w środowym spotkaniu (początek o godz. 19) pokona łodzian, a faworyzowany Śląsk Wrocław wygra z Kotwicą Kołobrzeg, koszalinianie zagwarantują sobie miejsce w najlepszej ósemce sezonu.

Ełkaesiaków czeka tym trudniejsze zadanie, że zagrają w Koszalinie mocno przemęczeni. Przez cały marzec musieli bowiem radzić sobie z dwoma meczami tygodniowo, co przy tak wąskiej kadrze mocno odbiło się na ich siłach. Zwłaszcza, że w ostatnich dniach muszą sobie radzić bez Filipa Keniga i Michała Michalaka, którzy wyjechali odpowiednio do Chin (służbowo) i USA (na Nike Hoop Summit). - Do tej pory graliśmy w mocno okrojonym składzie, a ich brak jeszcze bardziej utrudnił nam rotacje. To zapewne zostało gdzieś w nogach zawodników - przyznał po ostatniej porażce Zych. - Musimy sobie jednak poradzić jakoś z tym problemem, bo nie mamy na niego żadnego wpływu.