Po meczu ŁKS - Korona Kielce. Bramkarz powinien dostać czerwoną kartkę

Przed meczem z Koroną wszyscy mieli apatyt na zdobycz punktowa, ale nie udało się - mówi Arkadiusz Onyszko, trener bramkarzy ŁKS.
Jerzy Walczyk: ŁKS przegrał ważny mecz z Korona, a pana podopieczny był jego negatywnym bohaterem .

Arkadiusz Onyszko: Pierwsza stracona bramka to jego wina. Nie widzę dla niego żadnego usprawiedliwienie, bo gdy bramkarz wychodzi tak daleko i nie trafia w piłkę, to niestety musi sfaulować rywala i dostać czerwoną kartkę. Nie może dopuścić do sytuacji, ze piłkarz strzela gola. Pavle Velimirović to młody zawodnik, który dopiero nabiera doświadczenia. Ma 21 lat, dlatego nie raz jeszcze popełni gafę, po której kibice będą się za głowy łapać.

Drugi gol...

- ...To nie jego wina. Była centra w pole karne, a napastnik Korony nie był dokładnie pilnowany.

Po meczu jeden z piłkarzy ŁKS stwierdził, ze przeciwko Koronie jego drużyna zagrała bez obrony.

- To trochę szokujące stwierdzenie, bo obowiązuje zasada, że wszyscy bronią i wszyscy atakują. Dlatego z reguły jestem ostrożny w wygłaszaniu takich opinii.

Pozostały trzy mecze do końca sezonu. Widzi pan szansę?

- Można zdobyć dziewięć punktów, o które trzeba naprawdę zawalczyć. Przed meczem z Koroną wszyscy mieli apatyt na zdobycz punktowa, ale nie udało się. Gramy do końca, bo futbol ma swoje reguły. Czasami przegrywa się w 90 minucie meczu 0:2 i wygrywa się 3:2. Poczekajmy, bo pozostały trzy mecze. Mogę tylko zaapelować, aby nie podgrzewać atmosfery.

Prze kilka lat występował pan w Danii. Czy tam byłaby możliwa sytuacja, że po meczu kibice czekają pod budynkiem na piłkarzy?

- Tam jest inna kultura. W Norwegii Breivik zastrzelił ponad 70 osób, a podczas procesu wszyscy się z nim witają. Niektórzy kłaniają mu się nawet na sali sądowej. W Polsce jest inne wychowanie. Jesteśmy narodem emocjonalnym. Wracając do pytania nie przypominam sobie sytuacji, aby po meczu stała policja i ochraniała piłkarzy. Na stadionach nie ma w ogóle ogrodzenia. Wszystko jest otwarte, a boisko od trybun oddzielają tylko banery reklamowe.

Gdyby był pan na miejscu piłkarzy ŁKS wyszedłby pan do kibiców?

- Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, aby nasi kibice mogli zaatakować zawodników. Oczywiście maja prawo być źli, wkurzeni, bo na boisku nie widzieli walki. Ale pamiętajmy pozostały trzy mecze i wszystko się może zdarzyć.

Więcej o: