Paweł Golański po wygranej Korony z ŁKS: Mam nadzieję, że nie był to gwóźdź do trumny łodzian

- Mam nadzieję, że ŁKS się utrzyma, bo mam do tego klubu duży sentyment - mówi po wygranej w Łodzi Paweł Golański, obrońca Korony Kielce i wychowanek drużyny z al. Unii.
W poniedziałek piłkarze Korony wygrali w Łodzi z ŁKS 2:0, przybliżając tym samym gospodarzy do spadku do pierwszej ligi. 90 minut w drużynie gości rozegrał Paweł Golański, wychowanek klubu z al. Unii, który grał w nim jeszcze w rundzie jesiennej. Zimą skończyło się jednak wypożyczenie 30-letniego obrońcy i Golański powrócił do Korony, w której ma pewne miejsce na boku defensywy.

Po wygranej z ŁKS obrońca kielczan nie ukrywał, że życzy swojemu klubowi jak najlepiej. - Mam nadzieję, że nie był to gwóźdź do jego trumny. Będę do ostatniego meczu trzymał kciuki za ŁKS, bo w nim się wychowałem i - tak jak powiedziałem przed meczem - mam do tego klubu duży sentyment. Dlatego mam nadzieję, że ŁKS się utrzyma, choć zdaję sobie sprawę, że będzie o to bardzo trudno - powiedział Golański w rozmowie z oficjalną stroną Korony.

Obrońca Korony odniósł się także do zachowania kibiców. Przypomnijmy, że pod koniec meczu fani krzyczeli do zawodników m.in. "piłkarzyki-pajacyki" i "po co wy gracie, skoro ambicji nie macie", a już po spotkaniu czekali na nich pod stadionem, gdzie domagali się rozmowy z piłkarzami. Z powodu kibiców nie doszło również do konferencji prasowej, gdyż trenerzy nie odważyli się przejść ze stadionu do hali.

Co o całej sytuacji myśli Golański? - Na pewno jest to trudna sytuacja dla piłkarzy, dla kibiców i dla całego klubu, bo nie wiadomo co dalej z nim będzie. Kibice oczekują zwycięstw od swojej drużyny, ale ŁKS nie wygrywa. Z perspektywy piłkarza mogę jednak powiedzieć, że łodzianie na pewno się starają, biegają, walczą, ale po prostu nie ma efektów. Kibice powinni być z drużyną na dobre i na złe, ale po części ich rozumiem, bo narasta w nich frustracja i emocje wszystkim udzielają się coraz bardziej - uważa wychowanek ŁKS.

W trakcie meczu kibice zdecydowanie lepiej odnosili się do samego Golańskiego, którego nazwisko skandowali wielokrotnie. - To było bardzo miłe - nie ukrywa w rozmowie z Łódź.sport.pl wychowanek ŁKS. - W pierwszej połowie fani prosili mnie nawet o to, abym zdobył samobójcza bramkę - dodaje. - Dla nas wygranie tego meczu było jednak bardzo ważne, bo trzy punkty przybliżyły nas do miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. Wiadomo, że gospodarzom bardzo zależało na zwycięstwie, ale dla nas te punkty były również bardzo ważne.

Więcej o: