ŁKS tonie, kibice protestują - KOMENTARZ

Bardzo rzadko zgadzam się z kibicami, ale w poniedziałek podzielałem ich rozgoryczenie. To ono doprowadziło do protestu pod stadionem przy al. Unii. Protestu wyjątkowo spokojnego, choć na początku wyglądał groźnie.
Bardzo rzadko zgadzam się z kibicami, ale w poniedziałek podzielałem ich rozgoryczenie. To ono doprowadziło do protestu pod stadionem przy al. Unii. Protestu wyjątkowo spokojnego, choć na początku wyglądał groźnie. Nie mogło być jednak inaczej, gdy zbiera się ponad tysiąc fanów piłkarskich. Stąd niepokój policji, ściąganie dodatkowych funkcjonariuszy czy armatki wodnej. Okazało się jednak, że na piłkarzy czekali kibice, a nie kibole, na dodatek ze słusznymi pretensjami. Bo płacący za bilety ludzie wymagają walki, zaangażowania i zostawienia na boisku serca. A nawet jeśli nie uda się wygrać czy zremisować, trzeba mieć odwagę, by podejść do trybuny i podziękować za doping. To piłkarska tradycja, której piłkarze ŁKS-u nie uszanowali. Dlatego kibice przyszli do nich.

W konsekwencji klub odwołał tradycyjną pomeczową konferencję prasową.

Bo ile można słuchać, że już za tydzień, może za dwa drużyna zacznie wygrywać? Że utrzymanie jest pewne, bo w ŁKS-ie są lepsi piłkarze niż w większości drużyn ekstraklasy... Od razu nasuwają się porównania do Titanica, który tonął, a orkiestra nie przestawała grać. W przypadku klubu z al. Unii rolę muzyków przejął menedżer drużyny. Piotr Świerczewski był niezłym piłkarzem, ale jako trener się nie sprawdza. Najgorsze, że swoim lekkim podejściem do pracy nie pomaga zawodnikom. Zabawa i wesoła atmosfera kończą się, niestety, wraz z rozpoczęciem każdego meczu, a po zakończeniu pozostaje tylko przełknąć gorycz porażki. I tak jest do pierwszego treningu itd...

Sytuacja z tygodnia na tydzień jest gorsza, choć wciąż nie beznadziejna. Dopóki ŁKS ma matematyczne szanse na utrzymanie, dopóty nie można tracić nadziei...

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym mieście na Facebooku Łódź - Sport.pl »