Marek Saganowski, kapitan ŁKS: Nasza gra polega na rozdawaniu prezentów

Nasza gra z Koroną wyglądała, jakbyśmy byli pewni utrzymania w lidze - uważa Marek Saganowski, kapitan ŁKS.
Jerzy Walczyk: Mecz z Koroną Kielce zanim się rozpoczął był już praktycznie przegrany...

Marek Saganowski: Co z tego, że kolejny raz gramy o życie, skoro po 20 minutach przegrywamy już dwiema bramkami. Nie wiem, jak całą sytuację wytłumaczyć... Nasza gra z Koroną wyglądała tak, jakbyśmy byli pewni już utrzymania w lidze.

Korona was czymś zaskoczyła?

- Wiadomo, że jak w ósmej minucie strzela się gola, a po chwili drugiego to dość łatwo można kontrolować przebieg spotkania. Jeżeli było zaskoczenie, to polegało na szybkości zdobywanych bramek. Strata goli sprawiła, że musieliśmy zmienić taktykę i przejść na atak pozycyjny, którego kompletnie nie potrafimy zagrać. Któryś mecz rzędu gramy o życie, i w kolejnym seriami popełniamy fatalne błędy. Przypomnę spotkanie z Wisła Kraków, z którą mieliśmy wywalczyć remis, a do przerwy straciliśmy dwa gole. Nie jest żadnym zaskoczeniem, że nasza sytuacja jest tragiczna w tabeli.

Porażki to nie tylko wina obrońców, ale być może też brak formy?

- Chyba nie, bo ponad miesiąc mocno trenujemy. Fizycznie wyglądamy nawet dobrze, ale cały czas szwankuje koncentracja i brak porozumienia między nami na boisku.

Trudno marzyć o wygranej, skoro oddaje się dwa strzały celne w meczu?

- Zgadza się, bo skuteczność to kolejna nasza bolączka. Do końca sezonu pozostały trzy mecze, ale z naszą obecną grą, która polega na rozdawaniu prezentów rywalom, trudno marzyć o pozostaniu w lidze.