Andrzej Voigt, prezes ŁKS, po spadku: "Trzeba powiększyć ligę!"

Polska ekstraklasa powinna liczyć więcej niż 16 drużyn - mówi chwilę po spadku z ligi Andrzej Voigt, szef ŁKS
Jerzy Walczyk: Przed meczem z GKS-em Bełchatów liczył pan, że Legia Warszawa pokona Lechię Gdańsk i ŁKS zachowa szanse na utrzymanie.

Andrzej Voigt: Uczę się dopiero realiów panujących w polskiej piłce nożnej. Jest takie powiedzenie: "na oczach przyjaciół psy zająca zjadły". Morał tej bajki idealnie pasuje do ostatnich wyników, które były mocno zaskakujące. Niektóre drużyny potrafiły niespodziewanie przegrać ze słabym rywalem, aby kilka dni później pokonać o wiele silniejszego przeciwnika. Okazało się, że piłka jest nieprzewidywalna, dlatego kibice chyba ją tak bardzo kochają. Wprawdzie wiosną zanotowaliśmy aż sześć remisów, a w niektórych przypadkach była bardzo cienka linia między remisem a ewentualną nasza wygraną. Wystarczyło zamiast tych remisów wygrać trzy mecze, a przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok byłby zupełnie inny nastrój. Latem będziemy chcieli stworzyć zespół, który zostanie oparty na doświadczonych graczach, ale również młodych, utalentowanych zawodnikach z regionu łódzkiego.

Przychodząc do ŁKS-u, musiał się pan spodziewać, że drużyna może spaść z ligi.

- Jestem urodzonym optymistą, dlatego liczyłem na cud. Bez wielkich pieniędzy nie można marzyć o sukcesie w ekstraklasie, bo tylko potężni sponsorzy i nowe obiekty dają możliwości do skutecznych działań. Na pewno bez reklamodawców i tysięcy widzów na trybunach trudno liczyć, by klub normalne funkcjonował. Trzymam teraz kciuki za generalnego wykonawcę stadionu miejskiego, aby nie opóźnił oddania obiektu nawet o jeden dzień. Wszystko dlatego, abyśmy mogli szybko wrócić na boisko przy al. Unii.

Podobno macie jeszcze nadzieję na cud?

- Myślę, że polska ekstraklasa powinna liczyć więcej niż 16 drużyn. Wiele samorządów zainwestowało w obiekty sportowe, które przez prawie pół roku stoją bezczynnie. Nadszedł chyba odpowiedni czas, aby pomyśleć o powiększeniu ligi, gdyż władze miast będą musiały sporo dokładać do utrzymania obiektów, na których nikt nie będzie grał. Po co dokładać, skoro może być więcej spotkań, a tym samym większe wpływy.

Ekstraklasa raczej nie zostanie powiększona, a ŁKS musi zbudować drużynę i przystąpić do rozgrywek w pierwszej lidze.

- Pewne jest, że nie zamierzamy kontynuować współpracy z niektórymi zawodnikami. Na myśli mam tych, którzy w rundzie wiosennej nie wnieśli żadnej jakości do drużyny. To piłkarze, którzy głównie znani są tylko z tego, że posiadają kosmiczne kontrakty, ale w zamian niewiele dają. Połowa zawodników będzie musiała odejść, a pozostali otrzymają propozycję przedłużenia kontraktu.

Kto na pewno zostanie?

- Dobrze oceniam grę Macka Iwańskiego w dwóch ostatnich spotkaniach, Wojtek Łobodziński to naprawdę klasowy zawodnik, a nasz bramkarz Pavle Velimirović może być wkrótce gwiazdą ligi. Sytuacja na rynku piłkarskim działa na korzyść ŁKS-u, który ma swoją rozpoznawalną markę, długoletnią tradycję, wiernych kibiców, a w ciągu roku będzie mieć nowoczesny stadion. Realnie oceniając jednak, nasz powrót do ekstraklasy nastąpi dopiero za dwa lata. Spójrzmy na to chłodnym okiem: na stadionie przy al. Unii przez rok będzie trwała budowa, a koszty wynajęcia obiektu, który spełniałby wymogi ekstraklasy, mogą sprawić, że klub znów wpadnie w tarapaty finansowe. Pierwsza liga to też spore wyzwanie finansowe, a do tego rozgrywki nie mają wzorem ekstraklasy sponsora tytularnego. Nie należy więc liczyć, że sprowadzimy gwiazdy. Hasło, które w najbliższych miesiącach będzie nam przyświecać to: żyć skromnie, ale iść do przodu. Mam sygnał, że firma Italcolor nie chce się wycofać i nadal będzie pomagać drużynie.

Czy Piotr Świerczewski zostanie w klubie?

- Zobaczymy... Na razie ja zostaję, chyba że akcjonariusze będą mieć odmienne zdanie. Nie ukrywam, że z końcem czerwca z grupą przyjaciół będę chciał przejąć większościowy pakiet akcji sportowej spółki. Planujemy podwyższenie kapitału o trzy miliony, a to oznacza, że w naszych rękach znajdzie się około 60 procent akcji. Niedawno wpłaciliśmy zaliczkę. Naszym celem będzie zbudowanie w ciągu dwóch lat drużyny na europejskie puchary.

Mówi się jednak, że akcje spółki już zostały sprzedanie zagranicznemu podmiotowi.

- To tylko plotka, bo akcje należą do spółek polskich, kontrolowanych przez dotychczasowych właścicieli drużyny. Dla nas nie ma to żadnego znaczenia, bo chcemy podwyższenia kapitału, czyli wartość spółki wzrośnie o gotówkę, a nie wirtualne pieniądze. Domyślam się, że obawy mogą budzić informacje o przygotowaniu dokumentacji przez akcjonariuszy, którzy zastanawiali się nad złożeniem w sądzie wniosku o upadłość spółki. To już historia, bo w ciągu dwóch miesięcy oddłużyliśmy spółkę o ponad cztery miliony, Dlatego nie widzę możliwości złożenia takiego wniosku. A co ciekawe, obecnie spółka nie posiada długu prywatnego.