Jagiellonia - ŁKS. Marek Saganowski: "Chcemy godnie pożegnać się z ekstraklasą"

W czwartek ŁKS został zdegradowany do pierwszej ligi. W niedzielę zagra ostatni mecz w ekstraklasie w tym roku z Jagiellonią Białystok o godz. 17.
- Trzeba zakończyć to godnie. Na pewno nie poddamy się w tym ostatnim spotkaniu - zadeklarował Marek Saganowski, kapitan ŁKS. - W rundzie wiosennej Jagiellonia Białystok sprawiła kilka niespodzianek. Pokonała m.in. Wisłę Kraków, Górnika Zabrze, a niedawno zremisowała z Legią Warszawa. Nic dziwnego, że bez problemu utrzymała się w ekstraklasie.

W Łodzi wciąż nie milkną echa spadku ełkaesiaków do pierwszej ligi. Po ich remisie z PGE GKS Bełchatów i wygranej Lechii Gdańsk z Legią Warszawa rozgoryczenie jest ogromne. Co z tego, że akcjonariusze: Filip Kenig i Jakub Urbanowicz zapewniali, że w klubie z al. Unii nastąpiła nowa generacja, skoro oprócz ich deklaracji nie poszły żadne wymierne działania.

Pięciu trenerów w ŁKS w jednym sezonie to mało chlubny rekord w polskiej ekstraklasie. Często drużyna nie miała gdzie trenować, zimą nie pojechała na żadne zgrupowanie, bo w klubie zawsze brakowało pieniędzy. Na początku roku pojawiła się nawet informacja, że ŁKS nie przystąpi do rozgrywek, bo dotychczasowi akcjonariusze rozważali możliwość złożenia wniosku w sądzie o upadłość spółki. Znaleziono jednak wyjście awaryjnie. W klubie rządy objął Andrzej Voigt, a Piotr Świerczewski, były reprezentant Polski został menedżerem, choć tak naprawdę był trenerem. Ryzyko zatrudnienia Świerczewskiego i byłych kadrowiczów Polski, Austrii i Łotwy wcale się nie opłaciło. Jedyny pozytyw był taki, że wiosną ŁKS nie był już przysłowiowym chłopcem do bicia, jak to często miało miejsce w rundzie jesiennej. Piłkarze z nazwiskami nie uratowali ekstraklasy, a dla Świerczewskiego praca z drużyną ekstraklasy była chyba zbyt dużym wyzwaniem.

Wiosną drużyna z al. Unii z siedmiu spotkań u siebie nie wygrała żadnego. Spadek do pierwszej ligi jest efektem straty punktów na własnym stadionie głównie w meczach z Cracovią (2:2) oraz Lechią (0:0), Zagłębiem Lubin (1:2) i PGE GKS (1:1).

Prezes Voigt zapowiada, że po sezonie dojdzie do sporych zmian. Pod znakiem zapytania stanęła przyszłość kilku doświadczonych graczy, ale prezes ŁKS nie chce tego rozstrzygać przed zakończeniem obecnych rozgrywek. Wszystko wskazuje na to, że niedzielny mecz z Jagiellonią będzie ostatnim, w którym ełkaesiacy zagrają w dotychczasowej kadrze. Większość zawodników ma ważne kontrakty tylko do końca sezonu. Są jednak wyjątki, jak np. Wojciech Łobodziński, który zimą podpisał umowę do końca roku i Adrian Jurkowski, posiadający ważną umowę jeszcze przez dwa lata.

W piątek ŁKS trenował w porze najbliższego meczu (godz. 17). Indywidualnie ćwiczył Seweryn Gancarczyk, który narzekał na ból w prawym udzie. - To wynik drobnego urazu po meczu z GKS - tłumaczy Andrzej Pyrdoł, szkoleniowiec ŁKS.