"Świerczewskiemu zabrakło pokory, Voigt bajkopisarzem, a z ŁKS odszedłem, bo..." - Tomasz Wieszczycki spowiada się kibicom

- Znając środowisko wierzycieli, powiem, że to bajkopisarz - ocenia Andrzeja Voigta, prezesa ŁKS, wychowanek klubu Tomasz Wieszczycki. W obszernej rozmowie z portalem kibiców lksfans.pl opowiada także o Piotrze Świerczewskim, rozmowach z Andrzejem Grajewskim czy powodach odejścia z z al. Unii
We wtorek napisaliśmy, że Tomasz Wieszczycki założył na największym forum kibiców łódzkiej drużyny wątek pt. "CO DALEJ?????" Były piłkarz, trener i działacz ŁKS, który jesienią odszedł z klubu z al. Unii, chciał w ten sposób rozpocząć dyskusję na temat przyszłości klubu, który niedawno spadł do pierwszej ligi. "Postanowiłem zarejestrować się i napisać parę słów, ponieważ też jestem wku...ony jak większość z Was i po to żeby większość kibiców jak zacznie kogoś oczerniać, aby sprawdziła info u źródła" - napisał Wieszczycki.

W jednym z kolejnych wpisów dodał: "Pan Voigt piłkarzom nie płaci, więc myślę, że kasy nie włoży i będziemy pewnie musieli zacząć od niższych klas. Tutaj jest gadka bezpośrednia nie ma ściemy, poza tym, że wy mnie znacie, a ja was nie, ale przyzwyczaiłem się w życiu do krytyki, wyszydzania itd. Włożyłem kij w mrowisko, aby SK [Stowarzyszenie Kibiców - przyp. red.] wymusiło na Voicie czy będzie płacił, czy nie, bo nie ma czasu.

Dyskusja rozgorzała na tyle, że po ponad 100 postach Wieszczycki wraz z najważniejszymi kibicami umówił się na wywiad. W rozmowie, w której zadano ponad 50 pytań, były piłkarz, trener i działacz ŁKS odpowiadał szczerze o sytuacji klubu z al. Unii. Co miał dokładnie do powiedzenia?

O pracy Piotra Świerczewskiego

Powiem tak - z tym składem należało się utrzymać. Piłkarze, którzy przyszli tutaj, powinni uratować ekstraklasę dla ŁKS-u. Uważam, że okres ochronny dla Piotra Świerczewskiego minął po trzech, czterech tygodniach. W tym czasie można zbudować formę i zacząć myśleć o zdobywaniu punktów i wygrywaniu meczów. Z tego punktu widzenia, mimo całej sympatii dla Piotrka, którego znam od dwudziestu pięciu lat i z którym grałem w reprezentacji juniorów, prawda jest taka, że mimo obietnic, cel nie został osiągnięty. Przyznaję, że w paru meczach przyjemnie było popatrzeć na grę ŁKS-u, nieźle to wyglądało w ofensywie, ale jak już wspomnieliśmy, zadecydowała najsłabsza w lidze gra obronna. A w tej formacji Piotr Świerczewski nie znalazł żadnego wzmocnienia. Jedno zwycięstwo na taką liczbę spotkań, przy tak dobrym terminarzu i z taką kadrą zawodników Liczyłem, że w kwietniu ten zespół naprawdę zacznie regularnie wygrywać. To powinno zakończyć się utrzymaniem. Czego zabrakło Świerczewskiemu jako menedżerowi? Pokory. Ten jego optymizm do samego końca był oczywiście ok, ale w końcu przychodzi pytanie o powody porażki.

O pracy Andrzeja Voigta

Nigdy nie poznałem tego pana, nie miałem okazji z nim rozmawiać. Znając środowisko wierzycieli ŁKS-u, powiem jednak, że to bajkopisarz, który obiecywał pewne spłaty zobowiązań, a nie dotrzymuje terminów. Zapewne zna się na budowie autostrad, ale nie otoczył się ludźmi kompetentnymi. Wziął Piotra Świerczewskiego, który na zarządzaniu spółkami sportowymi powinien się znać, ale jak widzimy, na razie kiepsko to wychodzi. Miałem nadzieję, że w momencie objęcia rządów Voigt znajdzie plan, który umożliwi napływ gotówki do ŁKS-u, bo od tego jest prezes.

O odejściu z ŁKS-u

Po moim przyjściu do klubu sytuacja była katastrofalna i tak miało być, jak się okazało, już zawsze. Aż do końca mojej pracy w ŁKS-ie nigdy nie prałem brudów. Przez półtora roku pełnienia przeze mnie funkcji w Łódzkim Klubie Sportowym zachwalaliśmy Nową Generację, wyniki sportowe, ogólnie rzecz biorąc, wszystko było cacy. Wierzyciele non stop atakowali nas telefonami, a zwłaszcza mnie, z racji tego, że pełniłem wyższą funkcję niż Tomasz Kłos. Właściciele obiecywali, że załatwią te sprawy, a one wciąż nie były uregulowane. Cały czas byliśmy omamiani tym, że coś musimy tym ludziom mówić i dalej ich okłamywać. To nie jest komfortowa sytuacja, gdy ktoś domaga się od ciebie pieniędzy, których sam nie pożyczyłeś. Mogłem odejść i nic nie powiedzieć, wówczas zapewne jednak pojawiłyby się innego rodzaju zarzuty skierowane w moją osobę. Postanowiłem więc powiedzieć, że stan faktyczny jest taki, że w ŁKS-ie nie ma pieniędzy. Półtora roku czekałem, aż ta sytuacja ulegnie poprawie i uda się spłacić wierzycieli, niestety, nie doczekałem się. Stwierdziłem więc, że jeśli nagłośnię tę sytuację, to do kogoś to trafi. W lutym złożono wniosek o upadłość klubu, a tak naprawdę można było to zrobić już w październiku. Właściciele liczyli jednak na cud, ale mijał miesiąc po miesiącu i nadal nic w tej kwestii nie ulegało poprawie.

O rozmowach z Andrzejem Grajewskim

Gdyby tutaj diabeł chciał wejść i dać pieniądze na funkcjonowanie klubu, to przyjęlibyśmy go z otwartymi rękoma. Nigdy nie byłem przeciwny komukolwiek, kto chciałby nam pomóc, bo rozumiem, że profesjonalny klub w ekstraklasie potrzebuje pieniędzy i bez nich nie ma szans na egzystencję. Z tych powodów, oczywiście na pewnych warunkach, byliśmy gotowi wziąć kasę od każdego, kto był gotów ją na rzecz ŁKS-u przekazać. Gdyby Grajewski chciał tu włożyć choć dwa miliony złotych, to na pewno byśmy z tego skorzystali. Podobnie było z Markiem Profusem, który zachwycał się sposobem, w jaki wszystko w tak trudnych warunkach organizujemy, ale ostatecznie nie dał się przekonać. Tak samo było z Drzymałą, którego nic nie wiązało z ŁKS-em, a jego firma przechodziła pewnego rodzaju problemy. W jego przypadku moje i Kuby argumenty trafiały jednak w próżnię, a szkoda, bo Drzymała kocha przecież futbol.

O przeprowadzonych przez siebie transferach

To prawda, że nie wszystkie były trafione. Przyznaję, że błąd popełniłem przy zakontraktowaniu takich zawodników, jak: Stefańczyk, Nowak i Pruchnik. Dam wam jednak inny ciekawy przykład. Kiedy dzwoniłem do Antka Łukasiewicza, ten powiedział mi, że dopiero po trzech miesiącach wchodzi do treningów. Stwierdziłem, że skoro w Śląsku Wrocław nie ma szans na grę, to mógłby za porcję frytek pomóc ŁKS-owi. Okazało się, że bardzo nam pomógł, choć przyznaję, że podpisywałem z nim umowę w momencie, gdy piłkarz nie był do końca wyleczony, i sporo tym samym ryzykowałem. Z jednej strony mamy więc kogoś takiego jak Łukasiewicz, a z drugiej kapitana silnej pierwszoligowej Floty Świnoujście, który okazuje się kompletnym rozczarowaniem. Nie ma chyba nikogo w tym fachu, kto na dziesięć transferów będzie miał sto procent skuteczności.

Dlaczego Wieszczycki kupił akcje ŁKS? Jak teraz układają się jego relacje z Kenigiem i Urbanowiczem? Czy kibice powinni założyć nowy klub i zacząć wszystko od nowa? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań poznacie w całym wywiadzie z Wieszczyckim na stronie lksfans.pl.

Czy Tomasz Wieszczycki powinien rozmawiać z kibicami za pomocą forum?