Marek Chojnacki nie chce w ŁKS siedmiu piłkarzy. A na tym może się nie skończyć...

Marek Chojnacki, nowy trener drużyny z al. Unii, zrezygnował z siedmiu piłkarzy. I wszystko wskazuje na to, że na tym nie skończy. Następców na razie nie widać
Trzy tygodnie temu, zaraz po podpisaniu kontraktu z ŁKS-em, Chojnacki zapowiadał, że w drużynie nie będzie rewolucji, a jej skład na nowy sezon będzie chciał oprzeć na większości dotychczasowych zawodników. - Przede wszystkim mam na myśli Antoniego Łukasiewicza, Marka Saganowskiego, Artura Gieragę i Wojciecha Łobodzińskiego - stwierdził szkoleniowiec tuż po nominacji.

Nowy trener ŁKS dość szybko musiał jednak zweryfikować swoje plany, bo Saganowski skorzystał z oferty Legii Warszawa i podpisał z nią roczny kontrakt. Bliski odejścia jest też Łukasiewicz. Kwestią godzin jest podpisanie przez niego umowy z Górnikiem Zabrze. Wczoraj piłkarz rozpoczął sprawdziany w klubie z Zabrza. Nowego zespołu dla siebie szuka też Łobodziński, który chciałby jeszcze pograć w ekstraklasie. Być może przejdzie do Widzewa.

W poniedziałek Chojnacki spotkał się z prezesem klubu Andrzejem Voigtem. Po nim zdradził dziennikarzom, że powstała lista zawodników, którzy nie muszą przyjeżdżać na pierwsze zajęcia po urlopach 25 czerwca. Około godz. 23 klub tę listę opublikował. "Trener Marek Chojnacki powiadomił dziś telefonicznie kilku graczy o zwolnieniu z zajęć. Byli to: Marcin Adamski, Maciej Bykowski, Maciej Iwański, Piotr Klepczarek, Marcin Mięciel, Damian Seweryn i Robert Szczot" - napisano m.in. w komunikacie. W skrócie oznacza to rezygnację z tych graczy. Wszyscy mają kontrakty ważne do końca czerwca.

Rezygnacja z Adamskiego, Bykowskiego, Iwańskiego, Mięciela i Seweryna była łatwa do przewidzenia. W minionym sezonie Adamski zagrał w ledwie pięciu meczach, Bykowski i Seweryn - w żadnym. Straconą rundę wiosenną miał za to Mięciel i teraz - wszystko na to wskazuje - zakończy karierę. 36-letni napastnik ma zostać trenerem grup młodzieżowych w Legii. Z wymienionej piątki został jeszcze Iwański, który miał pomóc ŁKS utrzymać się w ekstraklasie, ale zawiódł na całej linii, nic nie dał drużynie.

Pewną niespodzianką jest za to obecność na liście niechcianych Klepczarka i Szczota. Ten pierwszy spędził przy al. Unii dwa lata, a w ostatnim sezonie wystąpił w 23 meczach, w 22 z nich wychodził na boisko w podstawowym składzie. Po ostatnim spotkaniu sezonu, z Jagiellonią Białystok, obrońca zadeklarował, że chętnie zostanie w Łodzi na następny sezon. - Chciałbym pomóc drużynie w szybkim powrocie do ekstraklasy - argumentował. Nie będzie mu to jednak dane.

Natomiast Szczot dość długo leczył kontuzje i dlatego zagrał w zaledwie tylko czterech spotkaniach. Teraz jest jednak zdrowy i gotowy do rozpoczęcia przygotowań. Dodajmy, że w tej chwili to jedyny lewy pomocnik w kadrze ŁKS. - Rzeczywiście dostałem informację, że mogę nie przychodzić na pierwsze zajęcia - przyznaje piłkarz i dodaje: - Gdy podpisywałem ugodę z klubem w sprawach finansowych, prezes Voigt mówił, że widzi mnie w klubie w nowym sezonie. Widać jednak, że nowy trener jest innego zdania. Nie będę się na siłę pchał, skoro mnie nie chce.

- Chcemy stawiać na ambitnych piłkarzy, takich, którzy przyjdą do ŁKS nie na jedną rundę czy jeden sezon, ale przynajmniej na dwa lata - tłumaczy Chojnacki i zapewnia, że obserwuje dużą grupę głównie młodych piłkarzy. Przypomnijmy, że zimą drużyna była budowana z łapanki i skończyło się to fatalnie. Mało prawdopodobne, by przy al. Unii wciąż pracował też menedżer Piotr Świerczewski, główny budowniczy zespołu, który spadł z ekstraklasy.

Wszystko wskazuje na to, że asystentem Chojnackiego będzie Dariusz Bratkowski, który w ubiegłym sezonie prowadził drużynę w czterech meczach, a sezon kończył w Młodej Ekstraklasie.