Marek Chojnacki, trener ŁKS, dla lodz.sport.pl: "To drużyna na miarę naszych możliwości"

Każdy ma jakieś problemy i my też mamy swoje. To żadna tajemnica. Ale zawsze może być gorzej. Powtarzam piłkarzom, że powinniśmy cieszyć się z tego, co mamy. A jeśli komuś się nie podoba, to może szukać szczęścia gdzie indziej - mówi Marek Chojnacki, trener ŁKS-u
Bartłomiej Derdzikowski: Do inauguracji ligi zostało już tylko kilka dni. Czy pana drużyna jest gotowa?

Marek Chojnacki: Zależy pod jakim względem. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, to tak. Jeśli chodzi o sprawy kadrowe - nie. Ale mamy jeszcze kilka dni, by potwierdzić niektórych zawodników.

Na ilu graczy może pan liczyć w tej chwili? Gdyby mecz z GKS-em Katowice był na przykład dzisiaj, to ilu z nich mogłoby zagrać?

- Trzynastu.

Wszyscy prezentują pierwszoligowy poziom?

- To się okaże w praniu. Boisko wszystko zweryfikuje.

A jak to wygląda na pana fachowe oko?

- Zawsze mogło by być lepiej, ale też gorzej. Wiadomo, w jakiej ŁKS jest sytuacji. Czasu nie było dużo, ale testowaliśmy dużą grupę piłkarzy, przyjeżdżali do nas różni zawodnicy. Ci, którzy zostali, byli naszym zdaniem najlepsi z tej grupy. Czy oni zapewnią drużynie pierwszoligowy poziom? Tak jak powiedziałem - to pokaże boisko. Z kadry z ekstraklasy mamy Bodzia Wyparłę i Pawła Sasina. Wiadomo, co oni potrafią. Pozostali piłkarze, którzy do nas przyszli, grali na poziomie drugiej, trzeciej ligi, ale są to zawodnicy wyróżniający się w swoich drużynach. Ja jednak zdawałem i wciąż zdaję sobie sprawę z tego, że klubu nie stać na takich piłkarzy, jakich ja bym chciał.

W sparingach odnieśliście tylko jedno zwycięstwo, pięć meczów zremisowaliście i cztery przegraliście. Jest pan zadowolony z meczów kontrolnych?

- W niektórych sparingach nasza gra wyglądała bardzo dobrze, a w niektórych bardzo słabo. Ja chciałbym, by to było przynajmniej wypośrodkowane. W naszej sytuacji bardzo ważne jest przygotowanie fizyczne, i na to położyliśmy nacisk. Chcemy, by niedoskonałości techniczne piłkarze nadrabiali w lidze walecznością i zaangażowaniem. Trzon zespołu pracował solidnie od początku przygotowań, i to dobra rzecz.

Do gry ma pan potwierdzonych trzynastu piłkarzy. Ci pozostali, którzy nie są jeszcze formalnie zawodnikami ŁKS-u, też pozytywnie przeszli weryfikację pod względem sportowym?

- Wszyscy są na tak. Jesteśmy w trakcie podpisywania kontraktów. W niektórych przypadkach chodzi o porozumienie z ich poprzednimi klubami, o pieniądze itd. itp.

Słabo wygląda atak...

- Był Maciej Górski, który wybrał Arkę Gdynia. Przyjechał jednak Jakub Więzik i wyglądał nieźle w sparingu [w sobotę strzelił gola w meczu z Rakowem Częstochowa - przyp. red.]. Jest też dwójka Amerykanów. Jesteśmy w trakcie załatwiania formalności związanych z ich zatrudnieniem. Wątpię, czy uda się nam zdążyć na pierwszy mecz, ale w dalszej części sezonu powinni nam pomóc.

A Nigeryjczyk Amadou Abdullei?

- Nie rzucił mnie na kolana. Rozmawiałem z jego menedżerem, chciałbym zobaczyć go jeszcze przez dwa dni. Jeśli nie będę mógł, to nie będę po nim płakał.

Wiadomo, jaka jest sytuacja klubu i rozumiem, że nie zadeklaruje pan teraz, że wasz cel to powrót do ekstraklasy. Ale czy nie będzie wstydu? Czy udało się stworzyć przynajmniej drużynę na środek tabeli?

- Zbudowaliśmy drużynę na miarę naszych możliwości. Weryfikacja będzie w lidze...

Ale na pański trenerski nos - czy to się może udać?

- Gdybym w to nie wierzył, tobym dawno odszedł, moja praca nie miałaby sensu. Wiadomo, że na wynik składa się wiele czynników, a najważniejszy to umiejętności piłkarzy. Tak jak mówiłem - w sparingach było różnie, ale wierzę, że praca na treningach, praca nad organizacją gry przyniesie wymierne korzyści. Potrzebujemy stabilizacji, wejścia na pierwszoligowy poziom. Minimum na nowy sezon to doprowadzenie do sytuacji, w której nie będziemy musieli drżeć o przyszłość i patrzeć w dół tabeli.

Sprawy sportowe ściśle wiążą się ze sprawami finansowymi w klubie. Może pan spokojnie przychodzić do pracy, czy codziennie zastanawia się pan, co pana dzisiaj czeka?

- Była taka piosenka: "W życiu piękne są tylko chwile", i to prawda. Każdy ma jakieś problemy i my też mamy swoje. To żadna tajemnica. Ale zawsze może być gorzej. Powtarzam piłkarzom, że powinniśmy cieszyć się z tego, co mamy. A jeśli komuś się nie podoba, to może szukać szczęścia gdzie indziej.