Jakub Więzik idzie w ślady rodziców i chce grać w ŁKS

Bardzo chciałbym grać w ŁKS, ale do tego muszą być spełnione dwa warunki - mówi 23-letni napastnik testowany przez łódzki klub
Jerzy Walczyk: W przeszłości pana ojciec Grzegorz był piłkarzem ŁKS-u, a mama siatkarką łódzkiego klubu. Przyjechał pan na al. Unii, by pójść w ich ślady?

Jakub Więzik: Jednak bardziej myślałem o podniesieniu moich umiejętności piłkarskich i grze w wyższej lidze [ostatnio Więzik spadł z KS-em Polkowice do drugiej ligi - przyp. red.] niż o sentymentach i powrocie do miasta i klubu, gdzie sportowe sukcesy odnosili moi rodzice. Ale oczywiście fajnie się złożyło.

Ale nie do końca poszedł pan w ślady ojca... On był pomocnikiem, a pan występuje w ataku.

- Bo tata był ode mnie niższy chyba o 10 centymetrów. To był urodzony środkowy pomocnik. Moje warunki fizyczne, czyli 195 cm wzrostu, predysponują mnie do gry w ataku. I dzięki temu nieźle wychodzi mi gra głową.

Na razie jest pan na testach i chyba idzie nieźle? W sparingu z Rakowem Częstochowa zdobył pan gola i grał naprawdę dobrze.

- Czy moje testy wypadają dobrze? O to proszę raczej zapytać trenera Marka Chojnackiego. Mnie na pewno bardzo zależy na podpisaniu kontraktu. Jeśli się uda, to postaram się strzelić kilka goli w lidze. Jeśli mi się to uda, to dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że idzie mi nieźle, a mój transfer był udany.

Ale ostatnio nie było z tym najlepiej. W 20 meczach w KS-ie Polkowice strzelił pan zaledwie dwa gole.

- Nie wiem, dlaczego z moją skutecznością było tak źle. Mam nadzieję, że w ŁKS-ie się odblokuję i to będzie nowy rozdział w mojej karierze. Wszystko sprzyja temu, by było dobrze. W drużynie jest superatmosfera, zostałem fajnie przyjęty przez kolegów. Chciałbym tutaj zostać na dłużej.

W niedzielę zagra pan przeciwko GKS-owi Katowice?

- Na pewno chciałbym zagrać, bo to przecież mecz otwarcia sezonu. Muszą jednak zostać spełnione dwa warunki. Po pierwsze - muszę podpisać z klubem kontrakt. Na razie trwają negocjacje. Po drugie - trener musi wystawić mnie do składu. Zobaczymy, jak to się skończy.