Adam Cieślinki przed meczem Olimpii Grudziądz z ŁKS: W Łodzi zostałem skreślony

Piłka nożna. Sentymentalny mecz w Grudziądzu - ŁKS stać na dużo lepszą grę, dlatego nie będę zaskoczony, jeżeli będzie w środku tabel - mówi jego były piłkarz
Jerzy Walczyk: Z czym kojarzy się panu powiedzenie do trzech razy sztuka?

Adam Cieśliński: Prawdopodobnie chodzi, ze po odejściu do KSZO Ostrowiec, a następnie Podbeskidzia Bielsko-Biała w meczach z łodzianami zdobywałem ważne gole. Teraz gram w Olimpii Grudziądz, którą czeka mecz z ŁKS i wypadałoby znów strzelić łodzianom gola. Patrząc na wyniki dotychczasowych spotkań wychodzi, że mam patent na ŁKS. W meczach z nim piłka dziwnym trafem szuka mnie w polu karnym. W sobotę chcemy tez wygrać, dlatego dla mnie nie ma znaczenia kto strzeli zwycięskiego gola.

Klimat w Grudziądzu wyraźnie panu służy, bo forma jest bardzo dobra.

- Nie narzekam na brak formy w tym sezonie. Do tej pory rozegrałem pięć spotkań, w których strzeliłem trzy gole. Wiadomo, że napastników rozlicza się ze zdobytych bramek. Mogło być ich więcej, ale nie wykorzystałem rzutu karnego. Moim zdaniem łodzianie muszą obawiać się nie tylko mnie, ale całej drużyny.

Czuje się pan dreszczyk emocji przed sobotnim meczem?

- Spotkania z ŁKS nie traktuję jak czegoś wyjątkowego. W klubie z al. Unii miałem chyba najmniej udany okres w mojej karierze. Złamałem rękę, a długa rehabilitacja sprawiła, że nie mogłem pokazać wszystkich swoich umiejętności. Uważam, że po kontuzji zbyt pochopnie zostałem skreślony przez trenera [Marka Chojnackiego - przyp. red.] i działaczy. Nie dostałem szansy, by pokazać, że potrafię grać w piłkę. Do nikogo nie mam jednak żalu, bo po prostu miałem pecha. W ŁKS dużo nie pograłem, dlatego przed sobotnim meczem nie odczuwam żadnego dreszczyku emocji. Myślę, że byli ełkaesiacy, którzy latem zasilili Olimpię [Kłus, Szczot, Łabędzki i Smoliński - przyp. red.] będą chcieli udowodnić, że zbyt szybko z nich zrezygnowano. W sobotę chyba sześciu, a może siedmiu nawet byłych ełkaesiaków będzie miało szanse zagrać przeciwko swojemu byłemu klubowi.

Olimpia i ŁKS walczą o inne cele w sezonie, dlatego faworyta chyba łatwo wskazać.

- W Grudziądzu mówi się głośno, że Olimpia chce awansować do ekstraklasy. Jesienią chcemy zawalczyć o jak najwyższą pozycje w tabeli, a po pierwszej rundzie będzie wiadomo, czego drużynie brakuje, aby awans stał się realny. Każdy wygrany mecz przybliża więc nas do celu. Jeśli chodzi o ŁKS, to przed sezonem można odnieść wrażenie, że będzie bronił się przed spadkiem. Według mnie młodych chłopców z łódzkiej drużyny stać na dużo lepszą grę, dlatego nie będę zaskoczony, jeżeli po rundzie jesiennej drużyna z al. Unii będzie w środku tabeli.

Może przed końcem kariery wróci pan do ŁKS-u?

- Mam 30 lat i znalazłem klub bardzo blisko domu [Cieśliński pochodzi z Chełmna - przyp. red.]. Praktycznie jestem więc u siebie. Doskonale czuje się w Olimpii, która jest perfekcyjnie poukładana organizacyjnie. Czy to pensja, czy na kontach premia pojawia się w umówionym terminie. Dlatego nie myślę o zmianie klubu.