ŁKS wciąż bez zwycięstwa u siebie. Rywale nie wykorzystali rzutu karnego!

Piłkarzom ŁKS znowu nie udało się odnieść zwycięstwa na własnym stadionie. Drużyna z al. Unii tylko zremisowała z Bogdanką Łęczna.
Przed sobotnim spotkaniem można było mieć obawy co do jego wyniku. Trener Marek Chojnacki nie mógł skorzystać z dwóch podstawowych graczy: Jacka Kuklisa i Pawła Kaczmarka, a dodatkowo zespół z Łęcznej był na fali, bo nie przegrał trzech ostatnich meczów. Ełkaesiacy byli za to w odwrotnej sytuacji. - To już najwyższy czas na to, aby przerwać tę złą serię i wydostać się ze strefy spadkowej. Z Bogdanką po prostu musimy wygrać - powiedział przed meczem Andrzej Voigt, prezes ŁKS.

Gospodarze zaczęli tak, jak Chojnacki zapowiadał przed meczem, czyli bardzo ofensywnie. Akcje łodzian były szybkie i składne. Bardzo dużo pracy wykonywali Agwan Papijkan i Paweł Sasin. Widać było, że piłkarze zdawali sobie sprawę z rangi meczu. Remis, a co gorsza porażka oznaczałaby, że łodzianie na dużej pozostaną na dnie tabeli. Łodzianie sporo czasu utrzymywali się przy piłce, grali na jeden kontakt, nie odpuszczali nawet na moment. Niestety, tylko przez kwadrans. Później w zagraniach gospodarzy brakowało przede wszystkim precyzji i tzw. zimnej krwi. W 20. min Artur Golański znalazł się w idealnej sytuacji, ale tak długo zwlekał z oddaniem strzału, że obrońcy zdołali mu wybić piłkę. To była najlepsza okazja ŁKS do zdobycia gola w pierwszej połowie.

Po 25 minutach to piłkarze Bogdanki zaczęli coraz śmielej atakować. Dwójka napastników z Łęcznej wspierana przez doświadczonego Sebastiana Szałachowskiego, byłego ełkaesiaka, siała popłoch w szeregach łodzian. Na szczęcie Bogusław Wyparło od pierwszego jesiennego meczu znajduje się cały czas w świetnej formie. Z minuty na minutę przewaga Bogdanki jednak zaczynała być coraz bardziej widoczna, ale nie potrafili jej zamienić na bramkę.

W przewie Chojnacki nie dokonał żadnych zmian i okazało się, że dobrze postąpił. Druga połowa rozpoczęła się znakomicie dla gospodarzy. Już pierwsza akcja łodzian zakończyła się trafieniem. Artur Gieraga wprowadził piłkę z autu do gry, która przeleciała przez niemal całe pole karne. Dobiegł do niej Daniel Brud, który skierował ją do siatki. Mogło się wydawać, że szybko zdobyty gol uspokoi grę ełkaesiaków, ale efekt był taki, że goście rzucili się do szaleńczego ataku. Najpierw Sasin, a po chwili Papikjan po strzałach rywali wybijali piłkę z linii bramkowej. Inna sprawa, że cała łódzka defensywa wyraźnie ułatwiała zadanie rywalom.

W 72. min szczęście znowu sprzyjało ŁKS, bo sędzia nie odgwizdał rzutu karnego po zagraniu ręką przez Gieragę.

Piłkarze z Łęcznej mimo wielu okazji nie potrafili znaleźć sposobu na doskonale spisującego się w bramce Wyparłę. Niestety, do czasu... W 75 minucie Damian Pawlak dał się ograć Tomasowi Pesirowi, a ten doprowadził do wyrównania. Po chwili Szałachowski mógł dobić łodzian, bo po faulu Gieragi na byłym ełkaesiaku sędzia podyktował "jedenastkę". Pomocnik Bogdanki jednak posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. W doliczanym czasie zwycięstwo dla ŁKS mógł zapewnić Mateusz Stąporski, ale zamiast od razu uderzać, niepotrzebnie próbował zagrywać do Jakuba Więzika.

Remis jest wynikiem sprawiedliwym. Ełkaesiacy zagrali ambitnie, ale nie zmienia to faktu, że nie potrafili utrzymać do końca korzystnego wyniku. Przed drużyna z al. Unii teraz dwa trudne mecze. W środę na wyjeździe zagra z Kolejarzem Stróze, a w sobotę u siebie z Zawiszą Bydgoszcz.

ŁKS - Bogdanka Łeczna 1:1 (0:0)

Gole: Brud (50.) - Pesir (75.)

ŁKS: Wyparło - Pawlak, Gieraga Ż, Borsukow, Zółtowski - K. Kaczmarek (83. Sarafiński), Brud (74. Cyzio Z), Sasin, Golański (58. Stąporski), A. Papikjan - Więzik

Bogdanka Łęczna: Prusak - Żukowski (90+1 Hermann), Midzierski, Sołdecki, Benkowski Ż (46. Wojdyga) - Szałachowski, Ricardo, Nikitović, Irie - Pesir, Ropiejko (65. Oziemczuk).

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń)

Widzów: 1324