Każdy narząd ŁKS-u umiera. Dajmy mu odejść w spokoju. A później... [BUJALSKI.BLOX.PL]

"Jeśli wyobrazilibyśmy sobie ŁKS jako żywy organizm, nie byłoby w nim narządu, który działałby sprawnie. Większość byłaby za to wyniszczona przez chorobę, która powoli, ale skutecznie doprowadza do jego śmierci" - pisze na swoim blogu Szymon Bujalski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Łódź.sport.pl
"Jeśli ryba psuje się od głowy, to w ŁKS-ie jej odpowiednikiem będzie sytuacja finansowa. Kasa klubu od lat jest pusta i choć przez ten czas zmieniali się szefowie i plany, poprawy nie było żadnej" - pisze na swoim blogu Bujalski, według którego przyjście do klubu Andrzeja Voigta sprawiło, że kibice po raz kolejny zostali "nabici w butelkę". "Gdy sen się skończył, pojawiły się informacje, że klub znów ma problemy z regularną wypłatą pensji. Problemy, choć nikt w ŁKS-ie nie zarabia więcej niż 5 tys. miesięcznie, a szefowie ŁKS-u zapewniali, że dzięki temu wypłacalni będą. " - pisze dziennikarz.

W ostatniej kolejce piłkarze ŁKS-u przegrali z Flotą Świnoujście 1:7, notując tym samym dziesiąty mecz bez zwycięstwa i zagrzebując się jeszcze bardziej w strefie spadkowej. " Jeśli prawdą jest, że jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz, to zawodnicy ŁKS-u od soboty są najgorsi w Polsce" - pisze Bujalski. "Przegrana 1:7 z Flotą Świnoujście dobitnie pokazuje, że w drużynie z al. Unii grają po prostu bardzo słabi kopacze. Nie mam nawet o to do nich pretensji. Oni po prostu prezentują taki poziom. Nie można oczekiwać, że przypadkowa i montowana na chybcika zbieranina z niższych lig będzie grać przynajmniej przyzwoicie. A że klubu - kłania się rybia głowa - na lepszych nie stać, to kibice do takiej bryndzy powinni zacząć się przyzwyczajać."

Bujalski zwraca również uwagę na kolejny symptom umierania ŁKS-u, czyli pustki na trybunach. "Pustki na stadionie są tym bardziej przykre, że wpływy z biletów mogłyby stanowić naprawdę duży zastrzyk gotówki dla biednego jak mysz kościelna klubu. Przykre tym bardziej, że szefowie ŁKS-u wręcz błagają, by fani przychodzili na stadion i pomagali w ten sposób przetrwać drużynie. [...] Wiem, że stadion jest w fatalnym stanie, ale tym wszystkiego usprawiedliwić się nie da" - uważa dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Łódź.sport.pl.

Obraz obumierającego ŁKS-u dopełnia ostatnie zamieszania z budową nowego stadionu. "Inwestycję przy al. Unii można chyba uznać za lustrzane odbicie sytuacji finansowej klubu. Przez miesiące miasto, tak jak od lat szefowie ŁKS-u, zapewniało i przekonywało, że budowie stadionu nic nie grozi. Jak nie grozi, przekonaliśmy się niedawno" - pisze Bujalski.

I dodaje: "Gdy latem klub na czele z odzianym w zbroję rycerzem Voigtem walczył o licencję, część kibiców, ekspertów czy byłych piłkarzy zastanawiała się, czy nie warto zacząć wszystkiego od nowa. Założyć nowe stowarzyszenie, odciąć się od długów, Voigtów oraz Turków i wzorem innych upadłych klubów zgłosić się do IV ligi. Wychodzi na to, że było warto."

Czy obecny ŁKS można jeszcze uratować? Czy też będziemy zmuszeni patrzeć jak umiera w męczarniach? A może lepiej rozważyć raz jeszcze rozpoczęcie wszystkiego od nowa? Dokończenie wpisu na blogu Szymona Bujalskiego.