ŁKS Łódź - Sandecja Nowy Sącz 3:2. Łodzianie wreszcie zwycięscy!

Doczekaliśmy się. Po ponad roku kibice ŁKS Łódź mogli wreszcie cieszyć się ze zwycięstwa przy al. Unii. W niedzielę podopieczni Marka Chojnackiego pokonali u siebie Sandecję Nowy Sącz 3:2.
Przed sezonem trener ŁKS Marek Chojnacki dostał zadanie utrzymania drużyny w I lidze. Początek rozgrywek pokazał jednak, że będą z tym spore kłopoty. Przed meczem z Sandecją ełakesiacy wygrali bowiem zaledwie jedno z 12 spotkań i z siedmioma punktami na koncie zajmowali w tabeli przedostatnie miejsce.

Dlatego mecz z Sandecją był kolejnym z gatunku tych, w których trzeba wygrać za wszelką cenę. Gospodarze przystępowali do pojedynku po trudnych dniach, w trakcie których atmosfera stała się dość nerwowa. Najpierw uciekły punkty w meczu z Polonia Bytom, a następnie bracia Awgwan i Wołodia Papikjanowie ostentacyjnie opuścili jeden z treningów (na szczęście rozmowy Jarosława Turka, przewodniczącego rady nadzorczej, z piłkarzami skończyły się bez żadnych sankcji). Na domiar złego zespół nękały kontuzje. W niedzielę trener Chojnacki nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Daniela Cyzio, Damiana Pawlaka oraz Pawła Kaczmarka, który nie zagrał z powodów osobistych. Szkoleniowiec ŁKS musiał więc poszukać nowego ustawienia zespołu, aby przełamać ponad roczną passę spotkań na stadionie przy al. Unii bez zwycięstwa. Co prawda trener Chojnacki nie ukrywa, że na meczu z Sandecja liga się nie kończy, ale nie ma co się oszukiwać. W niedzielę jego podopieczni zagrali z przysłowiowym nożem na gardle.

Trener ŁKS zdecydował się na grę systemem 1-4-5-1. Tym jedynym wysuniętym napastnikiem był Jakub Więzik, a do linii pomocy po kontuzjach powrócili Kamil Poźniak i Daniel Brud. Na prawą stronę obrony wrócił Paweł Sasin, a ponadto od pierwszej do ostatniej minuty szansę znów dostał Adrian Jurkowski, dla którego był to dopiero drugi mecz w sezonie.

Przez pierwszy kwadrans na boisku istnieli praktycznie tylko łodzianie. Kilka chwil po rozpoczęciu mecze dwukrotnie Poźniak uderzał na bramkę Sandecji, ale bez efektu. Dopiero trzecie uderzenie pomocnika ŁKS przyniosło gola. Z prawie 25 metrów Poźniak uderzył z rzutu wolnego, a Marcin Cabaj minął się z piłką, która wpadła do bramki. Chwilę po strzale Poźniaka w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Mateusz Stąporski, który po indywidualnej akcji strzelił w tzw. długi róg i było 2:0.

Kibice ŁKS, którzy od 30 września 2011 roku czekali na wygraną ełkaesiaków na własnym stadionie mieli wreszcie powody do zadowolenia. Gdy później kolejne okazje mieli Stąporski i Konrad Kaczmarek wydawało się, że łodzianie przed przerwą zdeklasują rywali. Niestety, nastąpiła 25 minuta. Właśnie wtedy Arkadiusz Aleksander skorzystał z podania Filipa Burkhardta z rzutu wolnego i skierował piłkę do bramki. Dobrze interweniujący do tej pory Bogusław Wyparło zderzył się w tej akcji z Arturem Gieragą i nie miał nic do powiedzenia.

Ci wszyscy, którzy obawiali się, że łodzianie po stracie gola szybko się nie podniosą, miło się zaskoczyli. Akcje łodzian były szybkie i co ważne składne. Bardzo dużo pracy wykonali Sasin i Konrad Kaczmarek. I to przyniosło upragniony efekt. W 34. min najlepszy na boisku Stąporski wykorzystał nieporozumienie Cabaja z Peterem Petranem i zdobył swojego drugiego gola w meczu.

W drugiej połowie nie było widać tak charakterystycznego dla łodzian bronienia korzystnego wyniku. Gospodarze dalej atakowali, chcąc przypieczętować wygraną. Również gości nie zamierzali zrezygnować z doprowadzenia do remisu.

W 55 min chyba tylko sam Wojciech Mróz wie, jak nie wykorzystał okazji na gola. Znajdując się pięć metrów przed bramką ŁKS zawodnik Sandecji przestrzelił. Chwile później Jakub Więzik nie zdołał pokonać Cabaja. Jak po meczu mówili kibice, to nie była stuprocentowa sytuacja - to było jeszcze więcej.

W końcówce trener Chojnacki wahał się, czy postawić na obronę wyniku, czy też na atak. Najpierw wymienił defensywnego pomocnika Bruda wprowadzając do gry Jacka Kuklisa, dla którego był to powrót do składu po kontuzji. W ostatnich minutach Stąporski był jedynym napastnikiem, gdyż do gry wszedł kolejny pomocnik Agwan Papikjan. Niestety, w 81. min Aleksander skopiował wyczyn z pierwszej połowy i po rzucie wolnym Burkhardta wepchnął piłkę do bramki.

W ostatnich minutach łodzianie przebudzili się. W przeciągu dwóch minut stworzyli dwie bardzo groźne sytuacje, których nie potrafili wykorzystać Stąporski i Kubicki. Już w doliczonym czasie były ełkaesiak Adrian Swiątek mógł doprowadzić do remisu, ale trafił w boczną siatkę. Podobnie po chwili uczynił Stąporski, a niedługo potem sędzia zakończył spotkanie.

Mimo wygranej piłkarze ŁKS wciąż zajmują przedostatnie miejsce w tabeli. Najważniejsze jednak, że po 11 meczach bez zwycięstwa wreszcie mogli cieszyć się z trzech spunktów.

ŁKS - Sandecja Nowy Sącz (3:1)

Gole: Poźniak (5.), Staporski (11, 34.) - Aleksander (25, 81.)

Sędziował: Tomasz Wajda (Zywiec)

Widzów: 966.

ŁKS: Wyparło - Sasin, Gieraga, Barsukow, Jurkowski - K. Kaczamerk (86. Kubicki Z), Brud (71. Kuklis Z), Sarafiński, Poźniak, Stąporski Ż - Więzik (78. A.Papikjan).

Sandecja: Cabaj Z - Młynarczyk, Kowalski, Petran, Kowalski - Szczepański 60. Świątek), Zinyak, Mróz Ż (82. Sanchez), Burkhardt, Szeliga Ż (46. Wiśniewski) - Aleksander.