Adrian Świątek o sytuacji w ŁKS Łodź: Moje czasy z obecnymi można porównać jak dzień do nocy

- ŁKS jest teraz w tragicznej sytuacji nie tyle sportowej, co przede wszystkim finansowej - ocenia Adrian Świątek. Były napastnik ŁKS Łódź powrócił na ul. Unii w niedzielę jako zawodnik Sandecji Nowy Sącz.
Po wygranej 3:2 z Sandecją trener ŁKS Marek Chojnacki przyznał, że w ostatnich minutach jego drużyna miała dużo szczęścia. Wszystko dlatego, że Adrian Świątek nie wykorzystał bardzo dobrej sytuacji na doprowadzenie do remisu. - Nie takie bramki strzelał w ciemno, ale na szczęście teraz nie trafił. Może to ukłon w naszą stronę, bo spędził tu trochę czasu - mówił z przymrużeniem oka Chojnacki.

Co na to Świątek? - Słów trenera nie chciałbym komentować - odpowiada napastnik Sandecji. - Nie dlatego przegraliśmy, ze w ostatniej akcji meczu nie strzeliłem gola, ale ponieważ straciliśmy trzy frajerskie bramki. Wracając do mojej akcji chciałem zagrać w poprzek boiska do Mateusza Kowalskiego, ale się nie udało.

Świątek dodaje, że w niedzielę spotkały się dwa w miarę równorzędnie zespoły, a po liczbie goli było widać, ze defensywa nie była atutem żadnej ze stron. - Po 25 minutach pomyślałem, ze spotkanie przypomina sobotni mecz Barcelony z Deportivo, który zakończył się wynikiem 5:4 - mówi.

Napastnik Sandecji niemal przez cztery lata był zawodnikiem ŁKS, z którego odszedł w przerwie zimowej sezonu 2009/2010. Po niedzielnym spotkaniu nie ukrywał zaskoczenia słabą kondycją byłego klubu. - Tamte czasy z obecnymi można porównać jak dzień do nocy. ŁKS jest teraz w tragicznej sytuacji nie tyle sportowej, co przede wszystkim finansowej - ocenia Świątek. - Całe szczęście, ze łodzianie zdobyli trzy punkty, bo w klubie w przerwie zimowej mogło zrobić się bardzo nerwowo.

Więcej o: