Czy dla ŁKS Łódź w końcu przyjdą lepsze czasy?

Piłkarze ŁKS wygrali swój trzeci sparing w trakcie zimowych przygotowań. Ale nie tylko z tego powodu w coraz lepszym humorze jest Piotr Zajączkowski, trener łódzkiej drużyny.
Do startu rundy wiosennej pozostał miesiąc. Ełkaesiacy rozegrali dotychczas sześć sparingów. W trzech - m.in. w sobotę z Zawiszą Rzgów - wygrywali, dwa razy remisowali i doznali jednej porażki. Wprawdzie - poza Śląskiem Wrocław, PGE GKS-em Bełchatów i Stomilem Olsztyn - rywale byli z niższych lig, ale łodzianie mają niezły bilans bramkowy (15-6).

Po sparingu z Zawiszą trener Zajączkowski był w dobrym humorze. - Nie chodzi o to, że pokonałem Marka Chojnackiego [jest trenerem Zawiszy, a jesienią prowadził ŁKS - przyp. red.]. Przede wszystkim jestem zadowolony z gry swojego zespołu, choćby z tego, że stworzyliśmy sporo sytuacji bramkowych - ocenił. Po chwili jednak nieco ponarzekał: - W naszej grze były też oczywiście minusy. Zawiodła nieco skuteczność. Gdyby po przerwie Przemek Kita i Artur Golański wykorzystali choć część swoich okazji bramkowych, to nasze zwycięstwo byłoby bardziej okazałe.

ŁKS chwalił też Chojnacki. - W sparingach łodzianie prezentują się naprawdę bardzo dobrze, dlatego jestem przekonany, że będzie podobnie w lidze. Z całego serca życzę ŁKS-owi, aby uniknął degradacji - mówił.

Sparing z Zawiszą przypominał nieco mecz ze Stomilem sprzed tygodnia. Teraz też ełkaesiacy pierwsi stracili gola i niemal do końca pierwszej połowy musieli gonić wynik. - Fakt, że odrobiliśmy straty, bardzo mnie cieszy. Przecież dopiero budujemy zespół, a do tego nie wszyscy piłkarze powrócili do pełnej dyspozycji po kontuzjach. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że zawodnicy mimo bardzo ciężkich treningów mają ogromną ochotę do gry i do tego walczą na całym boisku - ocenia szkoleniowiec.

Pierwszy ligowy mecz ŁKS rozegra dopiero 10 marca. Zajączkowski przyznaje, że... - W sparingu z Zawiszą to jeszcze nie była moja wymarzona wyjściowa jedenastka. Przed nami kilka sparingów, w których wyłoni się wyjściowy skład na mecz ligowy z GKS-em Katowice - mówi.

Na pewno nie będzie w nim Artura Gieragi - czołowy piłkarz ŁKS-u będzie pauzował za żółte kartki. Czy wystąpi w kolejnym meczu ligowym? Tego wciąż nie wiadomo. Przed sobotnim sparingiem Gieraga miał otrzymać zaległe pieniądze, ale... - Nic takiego nie nastąpiło - przyznaje piłkarz, który niedawno zwrócił się o pomoc do izby ds. rozwiązywania sporów sportowych. - Nie zamierzam wycofywać swojego wniosku - dodał.

ŁKS-owi cały czas jak może pomaga Szkoła Mistrzostwa Sportowego, która nie tylko "wypożyczyła" do klubu z al. Unii piłkarzy oraz trenera i pozwoliła trenować przy ul. Milionowej, lecz także wypłaciła zawodnikom część pensji za styczeń.

W ŁKS-ie cały czas zresztą liczą, że sytuacja finansowa niedługo ulegnie poprawie. Niedawno napisaliśmy, że Krzysztof Wingert, biznesmen z Wybrzeża, ma przejąć za symboliczną złotówkę akcje należące do Filipa Keniga, Jakuba Urbanowicza i spółki Snoxell Sports Investments. Już w piątek miało dojść do podpisania umowy, ale tak się nie stało. Jak przyznaje Zbigniew Domżał, dyrektor generalny spółki, na początku tego tygodnia dojdzie do spotkania akcjonariuszy z Wingertem i ten zostanie głównym akcjonariuszem sportowej spółki z al. Unii, czyli właścicielem piłkarskiej drużyny ŁKS-u.

Więcej o: