Czy "politykiem rządzącym Łodzią z tylnego fotela" jest poseł Biernat? "To jakiś żart. Pan Cacek chce zrzucić winę na polityków"

- Trzeba się zastanowić, czy warto wyrzucić w błoto 8-10 mln zł? I czy stadion budowany przy al. Unii nie może być stadionem dla ŁKS i Widzewa? - mówi w rozmowie z "Gazetą" i Łódź.sport.pl Andrzej Biernat. Przewodniczący PO w regionie zaprzecza przy tym, że jest politykiem, który rządzi Łodzią z tylnego fotela, i nie chce nowego stadionu przy al. Piłsudskiego.
W niedawnym liście do kibiców Sylwester Cacek przedstawił swoje odczucia po piątkowym spotkaniu w sprawie stadionów w magistracie. Właściciel Widzewa napisał m.in., że trudno spodziewać się dobrego rozwiązania dla jego klubu, skoro "główny interes rządzących łódzką PO jest w kolejnym reanimowaniu trupa", nawet kosztem uśmiercenia Widzewa. Stwierdził też, że na budowie obiektu przy al. Piłsudskiego nie zależy niektórym politykom PO rządzącym Łodzią z tylnego fotela. W środowisku związanym z Widzewem nieoficjalnie mówi się, że politykiem tym jest przede wszystkim Andrzej Biernat, poseł PO z Sieradza, członek sejmowej komisji sportu i przewodniczący partii w regionie.

Rozmowa z

Andrzejem Biernatem, szefem Platformy Obywatelskiej w regionie łódzkim


Szymon Bujalski: Domyśla się pan, kogo miał na myśli Sylwester Cacek, pisząc o politykach PO rządzących Łodzią z tylnego fotela?

Andrzej Biernat: Z tego co wiem, pani prezydent swego czasu zawarła porozumienie z panem Cackiem na temat budowy stadionu na Widzewie. Miała zaangażować pieniądze w infrastrukturę wokół i budowę trybuny, a resztę miał wybudować pan Cacek. Ale jak przychodziło do szczegółów, to obie strony nie mogły się porozumieć. Wiem, że w budżecie miasta są zapisane na to pieniądze. Druga sprawa to budowa stadionu miejskiego na dawnych obiektach ŁKS-u należących teraz do miasta. Ona nawet się rozpoczęła, ale została wstrzymana. I tyle mam informacji. Nie wnikam w decyzje pani prezydent czy rady miasta.

Ale co pan sądzi o tych słowach właściciela Widzewa?

- Mogę się domyślać, że chce w ten sposób zrzucić odpowiedzialność na polityków. Pan Cacek zrozumiał, że biznesu na Widzewie nie zrobi, i winę za wszelkie niepowodzenia w tym zakresie chce zrzucić na polityków.

Dzwonię z tym do pana, bo słyszałem, że tym politykiem, który nie chce budowy stadionu Widzewa, jest pan...

- (śmiech) To jakiś żart. Ja jestem za tym, żeby w ogóle budować jak najwięcej obiektów sportowych. A to, czy będzie to stadion dla Widzewa, stadion dla ŁKS-u czy oba, to już naprawdę jest mi obojętne. Byle były.

Co pan sądzi, jako poseł PO, o takich oskarżeniach pod waszym adresem? Może warto mocno stanąć w obronie swojej partii?

- A proszę mi powiedzieć, jakie pan Sylwester Cacek ma dowody na to, że którykolwiek z polityków blokuje budowę stadionu Widzewa. Zwłaszcza że większość łódzkich polityków jest widzewiakami.

Dowodów nie przedstawił. Pisał o swoich odczuciach.

- Cała tajemnica jest w tym, że pan Sylwester chciałby się z twarzą wycofać i chce zrzucić winę na polityków. W biznesie jest tak, że jeden czy drugi prezes chciałby dostać gotowy obiekt za państwowe czy publiczne pieniądze i jeszcze najlepiej się na nim uwłaszczyć.

Co w takim razie sądzi pan o pomyśle właściciela Widzewa o budowie przy al. Piłsudskiego 20-tysięcznego obiektu, a nie 30-tysięcznego. Czy jest to do zaakceptowania?

- Pyta pan mnie o rzeczy, którymi na co dzień się nie zajmuję. Proszę mi wierzyć, że jeżeli chodzi o stadiony w Łodzi, to w ogóle nie interesowałem się, co, gdzie i kiedy. To sprawy sportowych spółek akcyjnych i miasta. Każdy podmiot ma swoją samodzielność. A jeżeli miasto ma prezydenta, to jego władza jest o wiele większa niż moja polityczna. Powiem panu tak: niesnaski między Widzewem i ŁKS-em były, będą i nie wygasną. Chyba że któryś z klubów w ogóle zniknie z mapy piłkarskiej Polski. A stadion trzeba zacząć budować, bo Łódź jest już jedynym tak dużym miastem, które tego typu obiektu wciąż nie ma.

Na pewno jest pan rozeznany w sprawach ŁKS-u, który ostatnio wycofał się z I ligi, a obecna spółka wkrótce przestanie zapewne istnieć. Czy w związku z tym jest sens budować stadion przy al. Unii? Czy może jednak lepiej wstrzymać się z tą inwestycją?

- Nigdy nie byłem pytany o to, gdzie w Łodzi budować stadiony i ile. Jakieś demony chcą chyba włożyć we mnie decyzje, których nie podejmowałem. To jest naprawdę samodzielna decyzja prezydent i rady miejskiej. Oni podejmują decyzję, nie ja.

Ale pan jako łódzki poseł swoje zdanie chyba w tej sprawie ma, prawda?

- Wiem, że na dzisiaj trudno dogadać się obu klubom. A o tym wszystkim wiem tyle, co powiedziałem już wcześniej.

To spytam inaczej. Czy pana zdaniem Widzew i ŁKS zasługują na stadiony o tej samej wielkości? Przypominam, że pierwszy klub gra w ekstraklasie, a na jego mecze przychodzi więcej kibiców, drugi właśnie się wycofał z I ligi i będzie grać w niższych rozgrywkach.

- W tej chwili trzeba sobie odpowiedzieć, czy można wyrzucić pieniądze do tej pory zaangażowane w budowę stadionu ŁKS-u. Bo jednak jakieś pieniądze na przetargi, analizy czy projekty zostały wydane. Trzeba się zastanowić, czy warto je wyrzucić w błoto? I czy na przykład stadion budowany przy al. Unii nie może być stadionem dla obu drużyn? O ile oczywiście będzie budowany, bo nawet nie wiem, jaka jest teraz sytuacja.

Czyli dobrze rozumiem, że według pana kontynuowanie inwestycji przy al. Unii jest zasadne?

- Tak jak powiedziałem, miasto musi sobie odpowiedzieć, czy stać je na wyrzucenie 8 czy 10 mln zł w błoto. To jest bardzo ważne pytanie.

Jak najbardziej się z tym zgadzam, ale przecież te analizy czy przetargi były robione z przeznaczeniem dla klubu, którego teraz już nie ma.

- A był pan kiedyś na stadionie ŁKS-u?

Oczywiście, że tak.

- A kiedy ostatnio?

Kilka miesięcy temu, gdy pisałem o problemach wykonawców.

- No to może pan sobie sam odpowiedzieć, czy jest sens tam budować. Przecież ten stadion grozi zawaleniem. Jeżeli tam się natychmiast niczego nie zrobi, to wszystko i tak tam się zapadnie. To co, mamy zostawić dziurę w tym miejscu?

Nie. Można teraz zacząć budować stadion dla Widzewa, a z tym dla ŁKS-u wstrzymać się do czasu, gdy klub faktycznie się odbuduje.

- Czyli zostawiamy dziurę na ŁKS-ie, wyrzucamy w błoto 8-10 mln zł, o których zapominamy, bo po dwóch latach pozwolenie na budowę straci ważność i wszystkie projekty trzeba będzie zacząć od nowa. I za kolejne miliony złotych zaprojektujmy coś na Widzewie, bo taki mamy kaprys i możemy zrobić to za publiczne pieniądze.

Powołuje się pan na analizy przy al. Unii, to przecież one nie są już aktualne.

- Ale niech pan mi powie: czy trawa na al. Piłsudskiego będzie inna niż przy al. Unii? Czy poparzy nogi widzewiakom, którzy będą grali w tym miejscu?

Nie. Tak samo jak nie poparzy ełkaesiaków grających przy al. Piłsudskiego.

- Zgadza się. Ale tu jakieś pieniądze zostały jeszcze wydane, tam jeszcze nie. Chodzi tylko o to, bo mnie jest naprawdę bez różnicy, gdzie ten stadion powstanie. Swego czasu mówiło się o budowie stadionu na Starcie, ale to było niemożliwe. Drugą lokalizacją był obiekt Orła, ale to też nikomu nie pasowało. A szczególnie Widzewowi, który nie dopuszczał możliwości budowy stadionu gdzieś indziej.

Czyli podsumowując: nie ma pan ze stadionami w Łodzi niczego wspólnego i doradzać też nie zamierza?

- Proszę mi wierzyć, na żadną z tych decyzji nie miałem żadnego wpływu. A nawet nie chciałem mieć.