IV Liga. Artur Golański po pierwszej porażce ŁKS: "Brakowało kreatywnego zawodnika"

- W środku pomocy ŁKS nie było kreatywnego zawodnika, który potrafiłby rozgrywać piłki - ocenia powody porażki z Nerem Poddębice Artur Golański, były piłkarz drużyny z al. Unii.
Niedzielny mecz podopiecznych trenera Wojciecha Robaszka z Nerem Poddębice z trybun oglądał Artur Golański, zawodnik drugoligowego Pelikana Łowicz. Pomocnik jest kontuzjowany, dlatego jesienią nie gra w lidze. - Czekam na decyzje lekarzy, czy będzie potrzebna operacja, czy wystarczy tylko rehabilitacja - tłumaczy.

Po spotkaniu Golański nie ukrywał, że był rozczarowany postawą swoich młodszych kolegów. - Wprawdzie mieli przewagę, prowadzili grę, ale tylko do 30 metra na boisku. Później brakowało niestety ostatniego podania. W środku pomocy nie było bowiem kreatywnego zawodnika, który potrafiłby rozgrywać piłki - ocenia Golański.

I dodaje, że wynik końcowy nieco szokuje, bo nikt chyba się nie spodziewał, że lider tabeli przegra z beniaminkiem. - Uważam, ze rywale zagrali jednak bardzo poprawnie w obronie i - co miało decydujące znaczenie - skutecznie potrafili wyprowadzać kontry. Szczególnie aktywny był Witek Ziober, któremu z trybun kibicował tata Jacek, przed laty doskonały zawodnik ŁKS - dodaje Golański. Jego zdaniem na mecze z ŁKS większość rywali mobilizuje się podwójnie, bo to dla nich doskonała okazja, aby się wypromować. - Mimo wpadki ŁKS to nadal główny kandydat do awansu, ale w meczach z teoretycznie słabszymi rywalami musi szczególnie uważać, aby uniknąć takich niepotrzebnych wpadek - kończy Golański.