Adrian Kasztelan z ŁKS-u po meczu w Mierzynie: Nie jestem pazerny na gole

- Od kiedy sięgam pamięcią, miałem zawsze sporo asyst, czy to w zespołach juniorów, czy w dorosłej piłce - mówi Adrian Kasztelan, najlepszy asystent ŁKS-u.
Kasztelan w meczu z LKS-em Mierzyn był jednym z najlepszych na boisku. Zaliczył dwie asysty, ale samemu nie udało mu się pokonać bramkarza. - Mam nadzieję, że strzelę także w końcu swoje gole. Przede wszystkim liczy się dla mnie wygrana drużyny - opowiada. - Od kiedy sięgam pamięcią, miałem zawsze sporo asyst, czy to w zespołach juniorów, czy w dorosłej piłce. Do końca rundy jesiennej pozostało jeszcze pięć spotkań, w tym jedno na wjeździe, dlatego będzie mnóstwo okazji, aby podreperować bilans bramkowy.

Według Kasztelana najcenniejsze jest to, że drużyna podniosła się po dwóch kolejnych porażkach. - Wiedzieliśmy, że kiedy strzelimy pierwszą bramkę, będzie łatwiej o następne. W przerwie w szatni powiedzieliśmy sobie, że od pierwszej minuty zagramy na maksa. I tak się stało, a na efekty nie było trzeba długo czekać - mówi. - Nikt za dwa tygodnie nie będzie pamiętać o meczu w Mierzynie. Miejscowe boisko nie sprzyjało naszej grze technicznej, ale przecież w końcowym rozrachunku liczą się tylko trzy punkty, które przybliżyły nas do pierwszego miejsca po pierwszej rundzie.

Kasztelan niedawno był kontuzjowany. - Czuję się bardzo dobrze i nic mi nie dolega, i co istotne, nie odczuwam trudów sezonu ligowego. Z kolei dogrywanie piłek do kolegów sprawia mi mnóstwo radości. Nigdy nie byłem pazerny na bramki. Jesteśmy ŁKS-em, który musi wygrywać, ale bardzo ważna jest też jakość naszej gry. Staramy się grać fajne mecze, aby kibice przychodzili gremialnie na stadion - kończy.

Więcej o: