Mariusz Wilkowiecki, trener Widoku, przed meczem z ŁKS: "Chcę pokazać swoją wartość"

- Spotkania z Nerem Poddębice, Czarnymi Rząśnia i Zjednoczonymi pokazały, że drużyna ŁKS nie jest doskonała - mówi przed spotkaniem z łodzianami Mariusz Wilkowiecki, trener Widoku Skierniewice.
Rozmowa z Mariuszem Wilkowieckim, trenerem Widoku Skierniewice

Jerzy Walczyk: Odczuwa pan już stres przed meczem z ŁKS-em?

Mariusz Wilkowiecki: Odpowiem przewrotnie, że nie mogę już się doczekać. Przez ponad 20 lat byłem związany z klubem z al. Unii, najpierw jako zawodnik, a potem trener. W niedzielę będzie więc okazja, abym mógł udowodnić swoją klasę. Przypomnę, że Widok to beniaminek, który jesienią okazał się groźny dla najlepszych w IV lidze. Nie przegraliśmy z żadnym z czołowych zespołów w tabeli.

W niedzielę pańscy podopieczni będą mieć ułatwione zadanie, bo nie zgra Dawid Sarafiński, najlepszy zawodnik ŁKS-u.

- Nieobecność Sarafińskiego nie będzie naszym atutem, bo ŁKS ma bardzo szeroką i wyrównaną kadrę. Trener Wojciech Robaszek na pewno znajdzie godnego następcę.

Tomasz Szcześniak, szkoleniowiec Zjednoczonych Stryków, po meczu przyznał, że nie musiał motywować swoich piłkarzy, bo w kadrze miał sześciu wychowanków ŁKS-u. W pana przypadku jest podobnie?

- Nie ukrywam, że na stadionie przy al. Unii będę się czuł jak u siebie domu, bo od zawsze praca w ŁKS-ie była moim marzeniem. Po odejściu w 2008 roku pojawiły się kilka razy sygnały, że mam szansę zostać szkoleniowcem swojego byłego klubu. Zawsze jednak coś stawało na przeszkodzie... Dla mnie niedzielny mecz będzie więc bardzo prestiżowy, bo chciałbym w nim pokazać swoją wartość jako trener.

Domyślam się, że wie pan, jak pokonać ŁKS?

- Mam swój pomysł, ale dopiero w czasie meczu okaże się, czy zostanie zrealizowany przez moich zawodników. Wiadomo, że ŁKS to dobrze funkcjonująca drużyna, ale spotkania z Nerem Poddębice, Czarnymi Rząśnia i Zjednoczonymi pokazały, że nie jest doskonała. Pokonaliśmy niedawno Zjednoczonych 2:0, dlatego jeżeli zagramy podobnie, to trzy punkty pojadą do Skierniewic.

Widział pan ŁKS w jesiennych meczach?

- Byłem na spotkaniach z Orłem Nieborów, Nerem i Zjednoczonymi. Mam więc swoje spostrzeżenia... Większość ełkaesiaków znam doskonale. Z Piotrkiem Słyścio i Kamilem Woźniakiem pracowałem w Sokole Aleksandrów, a Olafa Okońskiego i Adasia Patorę prowadziłem w ŁKS-ie. Nie chcę zdradzać żadnych szczegółów taktycznych, powiem tylko, że na stadion przy al. Unii nie przyjedziemy prosić o niski wymiar kary. W niedzielnym meczu naszym celem będzie poznanie swojego miejsca w lidze, a przy okazji przekonamy się, jak z nami w konfrontacji spisze się murowany kandydat do awansu.

Skoro tak pan uważa, to kto oprócz ŁKS-u awansuje do III ligi?

- Spoglądając na terminarz, można dojść do wniosku, że nieprzypadkowo zagramy ze sobą na koniec rundy... Myślę, że awans wywalczy drużyna, która wiosną pokaże swoją dojrzałość piłkarską. Trudno wskazywać teraz, kto to będzie, bo w tym sezonie liga jest długa. Gdyby ŁKS rozegrał wszystkie mecze, a nie dostawał punktów za walkowery, rozgrywki byłyby o wiele ciekawsze i na pewno bardziej wyrównane. Jesienią ŁKS miał ułatwione zadanie, stąd tak duża punktowa przewaga w tabeli nad kolejnymi zespołami.