Skończył się najgorszy rok w historii ŁKS. Następne lata mają być coraz lepsze

W 2013 r. ŁKS na krótko przestał istnieć. Odbudowę zaczął od IV ligi, mimo to prezes Łukasz Bielawski zapowiada, że ŁKS niedługo będzie czołowym klubem w Polsce.
W 105-letniej historii Łódzkiego Klubu Sportowego 2013 r. był przełomowy. Dlaczego? Po wiosennej katastrofie, jaką było wycofanie drużyny z I ligi, klub z al. Unii nie zniknął jednak z piłkarskiej mapy Polski.

Ale po kolei... Końcówka lat 90. ubiegłego wieku była złotym okresem w historii klubu. Pod rządami Antoniego Ptaka piłkarze w 1998 r. po raz drugi w historii zdobyli mistrzostwo Polski. O sile drużyny decydowali tak dobrzy piłkarze jak Bogusław Wyparło, Tomasz Kłos, Tomasz Kos, Marek Saganowski, Mirosław Trzeciak.

Ptak nie chciał jednak bez końca wkładać swoich pieniędzy, co nie spodobało się kibicom. Obrażany przez nich biznesmen ze Rzgowa zrezygnował z finansowania ŁKS. Dwa sezony później drużyna spadła do II ligi. Dopiero w sezonie 2005/2006 znów awansowała do ekstraklasy. Twórcą sukcesu był Daniel Goszczyński, który uratował klub. Kiedy sam znalazł się w tarapatach finansowych, podobnie jak jego poprzednik uznany został przez kibiców za persona non grata.

Długi ŁKS rosły. Na ratunek pospieszyły więc władze Łodzi, które najpierw przejęły spółkę, a następnie sprzedały ją firmie Tilia. Jej właściciel Filip Kenig wiosną w 2010 r. został właścicielem drużyny piłkarskiej z al. Unii. - Nie mogłem patrzeć, jak klub będący wizytówką Łodzi znikał ze sportowej mapy Polski - tłumaczył. Sielanka trwała nieco ponad rok. Drużyna awansowała do ekstraklasy, ale po roku spadła z niej z hukiem. Co z tego, że w klubie pojawili się byli ełkaesiacy Tomasz Wieszczycki i Tomasz Kłos, skoro zatrudnieni przez nich piłkarze nie byli w stanie utrzymać drużyny.

Spory wkład w upadek mieli także Andrzej Voigt i Piotr Świerczewski. Pierwszy był prezesem, a były reprezentant Polski - trenerem. Pod ich wodzą ŁKS z meczu na mecz grał gorzej. Upadku nie udało się powstrzymać także w I lidze. Wiosną 2013 r. Kenig przyznał, że wspólnie z przyjaciółmi stracił około 8 mln zł. Nie stać go na dalsze finansowanie klubu, a wobec coraz większych kłopotów z wierzycielami postanowił wycofać drużynę z I ligi. Swoje dołożył też PZPN, zawieszając ŁKS za długi wobec piłkarzy.

Wydawało się, że to koniec 105-letniego klubu. Ratowania podjęli się kibice, a także Akademia Piłkarska ŁKS. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. PZPN zgodził się, by drużyna rozpoczęła grę od IV lidze. Według prezesa Łukasza Bielawskiego nowy klub najgorsze ma już za sobą. Drużyna po rundzie jesiennej prowadzi w tabeli z przewagą sześciu punktów nad następnych przeciwnikiem. Wkrótce ŁKS ma utworzyć szkołę mistrzostwa sportowego. Prezes Bielawski przyznaje jednak szczerze, że bez sponsora nie da się wrócić do wielkiej piłki. - Cały czas prowadzimy rozmowy z inwestorami, dlatego jestem przekonany, że wiosną pojawi się hojny dobrodziej - zapewnia Bielawski.