Trzy gole i obroniony karny - początek rundy wiosennej w wykonaniu ŁKS

Piłkarze ŁKS na początek rundy rewanżowej bez większych problemów pokonali Jutrzenkę Warta i nadal mają sześć punktów przewagi nad KS Paradyż
Podopieczni trenera Wojciecha Robaszka rozpoczęli pierwszy wiosenny mecz na boisku przy al. Unii z jednym nowym zawodnikiem w podstawowej jedenastce - Pawłem Hajduczkiem. Pozyskany zimą bramkarz Konrad Przybylski nie mógł zagrać z powodu kartek, a Damian Kopa i Michał Mordalski oglądali spotkanie z ławki rezerwowych.

Po meczu szkoleniowiec gospodarzy podkreślił, że w pierwszej połowie jego drużyna zagrała bardzo nerwowo, szczególnie w obronie. Hasło do nieco lepszej gry dał właśnie Hajduczek, który w 13. minucie wykorzystał zagranie Adriana Kasztelana i strzałem głową zdobył gola. Doświadczony pomocnik ŁKS kolejny raz pokazał, że będzie silnym punktem drużyny z al. Unii. - Po jego grze widać, że nie trzeba szybko biegać, wystarczy idealnie zagrywać do kolegów, aby drużyna uzyskała wyraźną przewagę - ocenił grę Hajduczka Andrzej Pyrdoł, były trener zespołu z al. Unii. Przed przerwą Hajduczek mógł zdobyć drugiego gola, ale w zamieszaniu pod bramką fatalnie przestrzelił.

W ostatniej minucie przed przerwą kibice stracili sporo nerwów. Sędzia Tomasz Krawczyk podyktował rzut karny dla Jutrzenki za faul Marcina Zimonia na Marcinie Czajczyńskim. Na szczęście uderzenie Rafała Różyckiego obronił Adam Sekuterski. Co ważne, łódzki bramkarz wcześniej próbował wybić piłkę i doznał kontuzji pachwiny. Po przerwie na boisku już się nie pojawił, ale jego zmiennik Jakub Wojtysiak spisał się doskonale, bo dwa razy uratował swój zespół od utraty gola.

- W przerwie w szatni było głośno - przyznał Robaszek. Pomogło, bo jego podopieczni zagrali już znacznie lepiej. Druga połowa stała pod znakiem ich zdecydowanych ataków. Ełkaesiacy chcieli jak najszybciej zapewnić sobie wyższe prowadzenie. W ciągu pierwszych minut dwukrotnie Adam Patora sprawdzał umiejętności Marka Wojciechowskiego.

Rywale starali się wyrównać, ale bramki zdobywali gospodarze. Po kolejnym zagraniu Kasztelana i strzale głową Olafa Okońskiego bramkarz Jutrzenki dał się zaskoczyć. Po chwili na 3:0 podwyższył Hajduczek, który znów wykorzystał dokładne zagranie Kasztelana z rzutu rożnego. - Wszystko ułożyło się super. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej inauguracji wiosny. To jednak dopiero początek trudnej drogi do wielkiego sukcesu, czyli awansu - przyznaje Hajduczek.

Po ostatnim gwizdku sędziego Pyrdoł z kolei stwierdził, że łatwo jest być trenerem drużyny, gdy ma się w składzie takiego piłkarza jak Hajduczek oraz takiego asystenta jak Kasztelan.

Ostatnie minuty to spokojna i pewna gra gospodarzy. Trener Robaszek mógł sobie nawet pozwolić na roszady w składzie. Na boisku pojawili się Michał Zaleśny i Łukasz Adamski. Obaj wyraźnie jednak odstawali poziomem od reszty zespołu.

- Wbrew pozorom było to ciężkie spotkanie, bo przeciwnik, zwłaszcza w początkowej fazie, postawił trudne warunki. Wygraliśmy, bo zagraliśmy konsekwentnie - podsumował Zimoń.

Więcej o: