Trener Widoku Skierniewice: "ŁKS nikt się już nie obawia"

Rozmowa z Mariuszem Wilkowieckim, trenerem Widoku Skierniewice, byłym piłkarzem ŁKS-u
Jerzy Walczyk: Wiosną ŁKS gra gorzej niż jesienią. Dlaczego?

Mariusz Wilkowiecki: Jestem ogromnie zaskoczony postawą ełkaesiaków. Myślałem, że zdominują ligę, ale tak się nie dzieje. Prawdopodobnie zimą popełniono błędy w przygotowaniach do rundy rewanżowej, ale to pytanie raczej do sztabu szkoleniowego. Należy mieć nadzieję, że trenerzy ŁKS-u szybko je skorygują. Przypomnę, że jesienią łodzianie mieli nieco wolnych terminów. Nie wszyscy byli wówczas zainteresowani rywalizacją z drużyną z al. Unii. Wiosną sytuacja uległa zmianie. Wszyscy chcą nie tylko grać z ŁKS-em u siebie, ale także na wyjeździe. I tutaj chyba tkwi przyczyna niepowodzeń. Niektórzy ełkaesiacy nie wytrzymują obciążenia cyklem meczowym: środa, sobota, środa. Gdy do tego dodamy, że jesienią piłkarze nie łapali kartek, bo grali niezbyt często, nie było też plagi kontuzji. Przed rundą rewanżową drużynę wzmocnił Paweł Hajduczek, bardzo doświadczony pomocnik. Do tej pory jednak jego dominacji nie widać na boisku.

W meczu z Wartą Działoszyn można było odnieść wrażenie, że część piłkarzy nie wytrzymała presji ze strony oczekujących efektownej wygranej kibiców.

- Jeżeli zawodnicy ŁKS-u chcą zagrać w trzeciej lidze, muszą być przygotowani na presję kibiców. Nie wiem, czy w klubie z al. Unii robione są testy, aby sprawdzić, czy zawodnicy są w stanie znieść nie tylko obciążenia motoryczne, ale także psychologiczne? W trzeciej lidze przy takim składzie klub z al. Unii będzie miał spore kłopoty.

Po wiosennych meczach widać, że ŁKS gra lepiej na wyjazdach niż u siebie.

- Powód jest prozaiczny: na wyjazdach rywale grają bardziej otwartą piłkę, a ŁKS-owi, który jest drużyną techniczną, jest zdecydowanie łatwiej. Na stadion przy al. Unii przeciwnicy przyjeżdżają z nastawieniem, aby nie stracić gola. Ich obrona jest zmasowana, a receptą na jej pokonanie jest atak pozycyjny, który, jak widać, nie jest atutem łodzian. Podobnie jest ze stałymi fragmentami gry, które wiosną nie są silną bronią ŁKS-u. Wszystko dlatego, że rywale przekonali się, że ŁKS-u nie należy się obawiać i można też go ograć. Stąd problem, bo nikt już bez walki nie chce oddać punktów. Powiem tak: taka sytuacja jest korzystna, bo dzięki temu klub lepiej przygotuje się do rozgrywek w trzeciej lidze, która nie będzie już tak łaskawa jak czwarta.

Do końca sezonu ŁKS rozegra dziesięć spotkań, ale tylko trzy u siebie. To dobrze czy źle?

- Trudno odpowiedzieć, czy terminarz ostatnich spotkań jest korzystny, czy raczej będzie przekleństwem dla zespołu. Przypomnę, że do Łodzi przyjedzie m.in. drużyna Czarnych Rząśnia, która pokonała ŁKS u siebie. Myślę, że będzie bardzo ciekawie, bo po ostatnich wynikach widać, że wbrew pozorom, czwarta liga jest wymagająca. Uważam, że do końca sezonu ŁKS będzie walczył o pierwsze miejsce w lidze z KS Paradyż. Pozostałe drużyny z czołowych miejsc grają w kratkę, bo nie posiadają tak równych składów jak łodzianie. Stąd ich zbyt duże straty punktowe, aby włączyć się do walki o trzecią ligę.