Po wygranej z Orłem, czyli ŁKS coraz bliżej awansu

Piłkarze ŁKS wygrali ósme spotkanie w rundzie wiosennej. Na dodatek zrobili to w efektownym stylu.
- Nikt przed nami nie uklęknie, aby prosić o honorową porażkę. Każde zwycięstwo, nawet tak efektowne jak z Orłem Nieborów, nasi zawodnicy musieli sobie wywalczyć na boisku - mówi Jakub Skrzypiec, drugi trener lidera IV ligi. Gdyby nie dosłownie garstka kibiców na trybunach, spotkanie można byłoby nazwać sparingiem. Przed kameralnym stadionem w Nieborowie pojawiło się około 50 sympatyków ŁKS-u, ale nie zostali wpuszczeni. Po 40 minutach wrócili do domów. Nie widzieli więc ani wykonanego przez Adriana Kasztelana rzutu karnego, ani bramki zdobytej plecami przez Michała Zaleśnego, ani indywidualnych akcji Dawida Sarafińskiego, który mijał rywali niczym tyczki i pokonał bramkarza.

Ten sam Sarafiński niepotrzebnie zaczął spierać się z arbitrem, za co dostał drugą żółtą kartkę i opuścił boisko. Po meczu tłumaczył, że został uderzony przez rywala w twarz, ale sędzia nie odgwizdał faulu.

- To było zderzenie malucha z ciężarówką, ale ŁKS to klub profesjonalny, a Orzeł amatorski. Wygrała drużyna lepiej ułożona taktycznie, przewyższająca moich piłkarzy umiejętnościami - podsumował Zbigniew Czerbniak, trener gospodarzy.

Za to Wojciech Robaszek był zadowolony z występu Damiana Kopy. - W meczu z Nerem Poddębice dał już sporo jakości drużynie, a teraz potwierdził, że jego talent rozwija się prawidłowo - tłumaczył.

Orzeł Nieborów - ŁKS 0:5 (0:2)

Gole: Kasztelan (9, karny), Zaleśny (44.), Sarafiński (48., 80.), Kopa (86.)

ŁKS: Przybylski - Słyścio, Salski, Zimoń, Filipiak - Jurkowski (46. Mordalski), Ślęzak (46. Adamski), Hajduczek (82. Surowiec), Sarafiński, Kasztelan - Zaleśny (58. Kopa).