Łukasz Adamski objawieniem meczu ŁKS z Widokiem Skierniewice

- Gra w drużynie z al. Unii to spełnienie moich dziecięcych marzeń - przyznaje Łukasz Adamski, strzelec gola w meczu z Widokiem Skierniewice.
Do tej pory Adamski był piłkarzem tzw. drugiego planu, ale w Skierniewicach to po jego strzale łodzianie zdobyli pierwszego gola w meczu, który odmienił losy spotkania. - Niezmiernie się cieszę, że udało mi się wreszcie zdobyć bramkę w lidze - przyznaje Adamski. - I do tego nastąpiło to w fajnym momencie, bo dzięki mojemu trafieniu odrobiliśmy straty. Generalnie nieważne, kto strzela, bo dla nas liczyło się tylko zwycięstwo.

Później bramkarza rywali pokonali jeszcze Paweł Hajduczek i Adrian Kasztelan, a rundę rewanżową lider tabeli IV ligi zakończył bez porażki.

Adamski przyznaje, że Mariusz Wilkowiecki przez osiem lat był jego szkoleniowcem w drużynach juniorskich ŁKS. - Ale gdyby nawet mój tata był trenerem drużyny przeciwnej, nie miałby obiekcji, aby uczynić wszystko, aby strzelić gola. Gdyż moją dewizą jest gra na maksa dla ŁKS - zapewnia.

Zawodnik na razie nie rozmawiał z działaczami o swoim dalszym losie. - Do tej pory koncentrowaliśmy się na meczach, a teraz dopiero przyjdzie czas na rozmowy transferowe - wyjaśnia.

Nie ma co ukrywać, że pomocnik ŁKS jest niekwestionowanym ulubieńcem kibiców. - Trudno się temu dziwić - tłumaczy Wojciech Robaszek, trener ŁKS. - To jedyny zawodnik, który występuje w naszym klubie charytatywnie. Nie domaga się żadnych pieniędzy, a do tego potrafi być idealnym motywatorem nie tylko na boisku, ale też w szatni - wyjaśnia szkoleniowiec łodzian.