Lechia Tomaszów - ŁKS 0:1. Łodzianie pod wodzą Kretka radzą sobie coraz lepiej

Piłkarze ŁKS wygrali drugi mecz z rzędu. Zwycięstwo z Lechią Tomaszów nie przyszło jednak podopiecznym trenera Andrzeja Kretka łatwo.
PIŁKA NOŻNA. Po przejęciu drużyny przez trenera Andrzeja Kretka ŁKS to zdecydowanie lepszy zespół niż na początku sezonu. Wyniki mówią zresztą same za siebie. W czterech ostatnich meczach łodzianie zdobyli osiem punktów i awansowali na piąte miejsce w tabeli. Do tego w spotkaniach z Sokołem Aleksandrów i teraz z Lechią nie stracili goli. Już po wygranej w Aleksandrowie część kibiców uwierzyła, że ŁKS może grać o znacznie wyższe cele niż tylko miejsce w środku tabeli. Wygrana z Lechią jeszcze to potwierdziła.

W sobotę ełkaesiacy zdobyli komplet punktów, ale wcale nie przyszło im to łatwo. Zresztą oddali tylko jeden celny strzał na bramkę rywali. - Wygrali i chwała im za to, choć do stylu gry można mieć nieco zastrzeżeń - przyznał szczerze Kretek. Dodał, że przekonał swoich podopiecznych do atakowania skrzydłami, choć w meczu z Lechią z dwójki skrajnych pomocników tylko Kamil Cupriak spisał się poprawnie. - Przemek Różycki był ostatnio przeziębiony, stąd jego słabszy występ - tłumaczy Kretek drugiego z pomocników.

ŁKS dobrze spisywał się w obronie, którą kierowała dwójka Szymon Salski - Robert Sierant. Ten drugi nie tylko skutecznie powstrzymywał ataki rywali, ale też potrafił przerzucić piłkę kilkadziesiąt metrów do przodu.

W pierwszej połowie najlepszą okazję miał Dawid Sarafiński, który po zagraniu Cupriaka praktycznie z 5 metrów oddał piłkę bramkarzowi. Po zmianie stron łodzianie oddali dwa strzały w kierunku bramki. Najpierw po uderzeniu Adriana Filipiaka z 20 metrów piłka przeleciała nad poprzeczką, a po chwili Aleksander Ślęzak zdecydował się na uderzenie z dystansu. Piłka obok słupka wpadła do bramki i ŁKS objął prowadzenie.

Lechia najbardziej zagroziła łodzianom w ostatnim kwadransie. Najpierw omal nie doprowadziła do remisu po strzale głową Daniela Potakowskiego, ale piłka uderzyła w słupek. Za to po uderzeniu Marcina Mireckiego była poprzeczka. W doliczonym czasie gry Artur Golański wbiegł z piłką w pole karne Lechii, ograł bramkarza, ale skończyło się tylko na strachu dla gospodarzy, bo obrońcy odebrali pomocnikowi ŁKS piłkę. Po chwili sędzia zakończył spotkanie, ale wcześniej wyrzucił z boiska Jacka Karbowniaka, który będzie musiał jeden mecz pauzować.

Sobotnie spotkanie potwierdziło, że w ŁKS z napastnikami jest kiepsko. Ani Staroń, ani wprowadzony po przerwie Adam Patora nie stanowili żadnego zagrożenia dla Artura Holewińskiego.

W następnej kolejce w przyszłą niedzielę łodzianie zagrają u siebie ze Świtem Nowy Dwór.

Lechia Tomaszów - ŁKS 0:1 (0:0)

Gol: Ślęzak (75.).

Lechia: Holewiński - Matysiak, Matuszczyk (68. Szymczak), Cyran, Milczarek - Wiejak, Pierzyński, Żytek (63. Potakowski), Jardel Cruz (68. Rakowski), Prusinowski - Mirecki.

ŁKS: Gąsiński - Filipiak, Salski, Sierant, Karbowniak - Cupriak (69. Bielicki), Zimoń, Ślęzak, Sarafiński, Różycki (46. Patora) - Staroń (86. Golański).