Andrzej Kretek, trener ŁKS: "O swojej przyszłości myślę pozytywnie"

Niektórzy piłkarze ŁKS grają obecnie ledwie na 30 procent swoich możliwości - mówi Andrzej Kretek, trener ŁKS
Jerzy Walczyk: W niedzielę przed pana drużyną przedostatni mecz rundy jesiennej. Gracie z Bronią Radom...

Andrzej Kretek: Rozmawiałem z kilkoma kolegami, którzy przekazali mi wiele cennych uwag na temat tego zespołu. Broń to czołowy zespół ligi, więc to trudny przeciwnik. Ale możliwy do pokonania. Zagramy u siebie, a przy maksymalnym zaangażowaniu wynik powinien być dla nas korzystny.

Należy pan do trenerów, którzy lubią zaskakiwać rywala ustawieniem zespołu. W niedzielę będzie podobnie?

- Zobaczymy. Dla mnie najważniejsze jest to, że nie tracimy bramek. Nasza gra w defensywie naprawdę wygląda dobrze. Zmiany? Zobaczymy, jakie warunki postawi przeciwnik, i wtedy skorygujemy ustawienie.

Czy już wszyscy piłkarze są gotowi do gry? Wszyscy trenują?

- Kilku graczy jest przeziębionych, ale do niedzielnego spotkania z Bronią będą w pełni zdrowi. Trenujemy bardzo późnymi wieczorami, a o tej porze roku o przeziębienie jest bardzo łatwo. Niestety, nie możemy trenować za dnia, bo większość zawodników pracuje lub się uczy. W czwartek będą dodatkowe zajęcia dla tych, którzy mają wolny czas.

Przed ŁKS i panem dwa ostatnie mecze w tej rundzie. Ich wyniki mogą być kluczowe w pana rozmowach z działaczami o przedłużeniu kontraktu.

- Nie wybiegam tak daleko w przód. Najpierw mamy mecz z Bronią, potem z Ursusem Warszawa, a później zobaczymy, jak potoczą się moje losy. Jak mówi przysłowie: "Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę...". Mogę jedynie powiedzieć, że o swojej przyszłości myślę pozytywnie.

Gdy zaczynał pan pracę w ŁKS, miał pan za zadanie zmniejszyć stratę do lidera Radomiaka. Chociaż nie przegrywaci,e ta się jednak zwiększyła do 13 punktów...

- Mamy jeszcze dwa mecze i możemy ją zmniejszyć. Zadanie jest trudne, ale nie wykracza poza możliwości moich zawodników.

Co dalej?

- W głowie mam już zarys planu przygotowań do rundy rewanżowej, ale o tym, czy działacze go przyjmą, dowiem się dopiero po ostatnim meczu ligowym. Mam pomysł, abyśmy trenowali do połowy grudnia. Na pewno nie będzie więc tak, że po ostatnim meczu piłkarze dostaną wolne do połowy stycznia. Po rundzie będzie nareszcie możliwość, by normalnie popracować. Pojawiła się nawet szansa skorzystania z hali i z siłowni. Później każdy zawodnik dostanie indywidualny harmonogram zajęć, który będzie musiał zrealizować. Ale jak powiedziałem - więcej będę widział po 15 listopada.

A nowi piłkarze? Na jakich pozycjach należy wzmocnić zespół, aby dogonić Radomiaka?

- Uważam, że każdy z zawodników ma umiejętności, aby wiosną grać dużo lepiej. Powiem nawet tak, że niektórzy grają obecnie ledwie na 30 procent swoich możliwości. Na razie z nikogo jednak nie zrezygnowałem.