Plotki o problemach Radomiaka nieprawdziwe. ŁKS na awans w tym roku już nie liczy?

Pogłoski o tym, że Radomiak nie jest zainteresowany awansem do II ligi, okazały się nieprawdziwe. To bardzo złe wieści dla ŁKS
PIŁKA NOŻNA. Według planu przyjętego przez szefów odradzającego się klubu z al. Unii drużyna co rok miała awansować o klasę wyżej. W pierwszym sezonie nie było z tym problemów, ale w drugim pojawił się już kłopot, bo od początku rozgrywek strata do czołówki systematycznie się powiększała. Zapłacił za to posadą trener Wojciech Robaszek. Gdy był zwalniany, Radomiak miał o dziesięć punktów więcej. Jego następca Andrzej Kretek dostał zadanie zniwelowania przewagi na półmetku o połowę.

Już wiadomo, że to się nie uda. Mało tego, różnica będzie większa. Po niedzielnej porażce z Bronią Radom ełkaesiacy mają 25 punktów, a Radomiak, który zremisował z Polonią Warszawa, aż o 14 więcej. Według regulaminu w barażu o II ligę zagra tylko zwycięzca grupy. Pojawiły się jednak pogłoski, że lider z Radomia nie jest zainteresowany awansem, zimą ma stracić podstawowych zawodników, ma też poważne problemy z infrastrukturą. Gdyby tak było, sytuacja ŁKS bardzo by się poprawiła, bowiem do drugiego w tabeli Ursusa zespół z al. Unii traci tylko trzy punkty.

Okazało się, że to były tylko plotki. - Na pewno wiosną nie odpuścimy walki o awans - zapowiada stanowczo Piotr Wątorski, kierownik drużyny Radomiaka. Według niego przed sezonem w klubie chciano przede wszystkim odbudować zespół po spadku. Działaczom udało się zatrzymać w klubie aż dziewięciu piłkarzy. Ale po sukcesach apetyty wyraźnie wzrosły. Kilka dni temu rozpoczęto nawet przedłużanie kontraktów z czołowymi zawodnikami. - Pierwszy nową umowę podpisał Maciej Świdzikowski, nasz kapitan. Choć kontrakt miał ważny do czerwca, bez wahania złożył już podpis pod nową umową - chwali się Wątorski. Dementuje też plotki, że drużynę lidera chce opuścić Brazylijczyk Leandro Rossi (6 goli). - Zapewniam, że ma ważny kontrakt i nigdzie się nie wybiera - dodaje kierownik.

W Radomiu nie kryją, że ważnym argumentem mobilizującym piłkarzy są miejskie stypendia. Klub otrzymuje z miasta teraz około 50 tys. zł rocznie, a po awansie do II ligi kwota ma wzrosnąć do ponad 700 tys. zł. O takiej dotacji ŁKS może tylko pomarzyć...

Wątorski podkreśla, że czołówka III ligi prezentuje podobne umiejętności, ale jest przekonany, że Radomiak utrzyma bezpieczną przewagę do końca sezonu. - Zdajemy sobie sprawę, że każdy będzie chciał pokonać lidera, ale uważam, że to my wygramy ligę. Czy awansujemy? To zupełnie inna kwestia, bo przecież czeka nas jeszcze baraż - asekuruje się.

Radomiak może mieć jednak problemy z uzyskaniem licencji, a powodem jest fatalny stan obiektu, na którym gra. - Wierzę, że otrzymamy nadzór infrastrukturalny i będzie po sprawie - kończy Wątorski.

W ŁKS zapewniają, że nie mają zamiaru rezygnować z walki o awans. - Nie chcę się wypowiadać, bo przed nami jeszcze jeden mecz - mówi trener Kretek. Jego kontrakt obowiązuje do końca roku, ale według prezesa klubu Łukasza Bielawskiego decyzji o losie szkoleniowca należy się spodziewać po meczu z Ursusem Warszawa.

Tomasz Salski z zarządu ŁKS po meczu z Bronią nie ukrywał, że w przerwie zimowej w drużynie nastąpią spore zmiany kadrowe. Może to oznaczać, że działacze pogodzili się z brakiem awansu. Według naszych informacji w przerwie zimowej rozpocznie się budowa nowej drużyny, która za rok skuteczniej powalczy o II ligę. Wydaje się, że problemów z pozostaniem nie powinni mieć Robert Sierant, Łukasz Staroń i Tomasz Kowalski, czyli najlepsi z pozyskanych latem zawodników. Pozostali zazwyczaj zawodzili.

Działaczy martwi nie tylko uciekająca szansa na awans, ale również perspektywa, że wiosenne mecze mogą być pozbawione stawki. A to sprawi, że frekwencja na trybunach stadionu przy al. Unii znacząco się zmniejszy. W rundzie jesiennej średnio spotkania oglądało 1500 kibiców. A dochód z biletów to znaczna część budżetu klubu.

Ostatni mecz ligowy w tym roku ŁKS rozegra w sobotę, a jego przeciwnikiem będzie w Warszawie zajmujący drugie miejsce w tabeli Ursus.