Trener ŁKS po drugiej przegranej: "Co z tego, że zagraliśmy bardzo dobrze, skoro..."

- Jak nie potrafimy strzelić gola, to nam go strzelają - mówi po porażce 0:2 z Ursusem Warszawa Andrzej Kretek, trener ŁKS.
Ariel Jakubowski, trener Ursusa, przyznaje, że mecz z ŁKS stał na dobrym, trzecioligowym poziomie. - Przyznam szczerze, że łodzianie nieco mnie zaskoczyli. Przede wszystkim dość daleko atakowali od własnej bramki, grali naprawdę mocnym pressingiem. Było widać, że bardzo zależy im na dobrym wyniku. Mieli swoje dobre sytuacje bramkowe, ale na szczęście dla nas ich nie wykorzystali - ocenia trener Ursusa.

Jakubowski dodaje, że po pierwszej rundzie trudno wskazać jednego kandydata do awansu. - Dopóki piłka w grze, będzie toczyła się walka o miejsce premiowane barażem. Uważam, że przynajmniej cztery, pięć zespołów ma szanse na wygranie ligi. Ursus zimową przerwę spędzi na drugim miejscu w tabeli, ale zdajemy sobie sprawę, że wiosną w walce będą się liczyły Broń Radom, Pelikan Łowicz i oczywiście ŁKS. W poprzednim sezonie mieliśmy na półmetku rozgrywek też sporą stratę punktową, ale na koniec sezonu wywalczyliśmy pierwsze miejsce, dlatego nikt nie może jeszcze tracić nadziei - kończy Jakubowski, były mistrz Polski z ŁKS z 1998 roku.

Z kolei Andrzej Kretek, trener ŁKS, choć zespół rozegrał bodaj najlepszy mecz pod jego wodzą, był załamany stratą punktów. - Co z tego, że zagraliśmy bardzo dobrze, mimo że wypadło nam trzech zawodników, bo nie przyjechali Adrian Kasztelan, Adam Patora i Przemysław Różycki, skoro przegraliśmy. Uważam, że kluczową sytuacją dla meczu była strata gola na 0:1. Nie wiem, jak mam sobie wytłumaczyć stratę gola. Należało wybić piłkę, a nie patrzeć, co się stanie. Po chwili mieliśmy nie stu-, ale dwustuprocentową sytuację do wyrównania, ale tak jest w sporcie: jak sam nie dasz, to po chwili dostajesz. Nie wiem, czy naprawdę był spalony przy golu Łukasza Staronia, którego arbiter nie uznał. Próbowaliśmy grać do przodu, ale przyznam, że po przerwie mieliśmy nieco problem, bo przeciwnik cofnął się na swoją połowę, stąd była trudność z rozegraniem akcji. Nie potrafimy strzelić gola, to nam strzelają. Po prostu gra się do gwizdka. Zawodnicy sygnalizowali przewinienie rywala, który rękami zatrzymał Staronia. Sędzia nie zagwizdał, dlatego należało grać do końca. Jak na nas oddaliśmy nawet dużo strzałów, ale bez efektu bramkowego. Piłka nożna to gra błędów, dlatego pomyłkę jednego naprawić powinien drugi. Tak się nie stało - ocenia trener ŁKS.

Kretek przyznaje, że na razie nie myśli, co będzie dalej z nim i zespołem. - Najpierw wróćmy spokojnie do domów - odpowiada. - Życie zweryfikuje niektóre plany. Poczekajmy spokojnie na decyzje działaczy - apeluje.