Prezes ŁKS: "Nie odpuścimy walki o awans"

Wkrótce trenerzy mają przedstawić zarządowi listę nowych piłkarzy - zapowiada Łukasz Bielawski, prezes ŁKS.
Jerzy Walczyk: Dlaczego trener Andrzej Kretek musiał odejść już po kilku miesiącach pracy?

Łukasz Bielawski: Ponieważ nie spełnił warunków, które zostały mu postawione przed podpisaniem kontraktu. Priorytetem było dla nas zmniejszenie strat do prowadzącego w tabeli III ligi Radomiaka. Tymczasem przewaga lidera nad nami znacznie się powiększyła [do 17 pkt - przyp. red.]. Szalę goryczy przeważyły dwa przegrane mecze z Bronią Radom i Ursusem Warszawa. Po prostu taki jest los trenera, stąd decyzja o zmianach w sztabie szkoleniowym.

Słyszałem, że o odejściu trenera Kreta zadecydowało to, że nie chciał zrezygnować z drogich zawodników.

- Nieprawda. Nie było takiego żądania z naszej strony.

Długo trwał jednak wybór nowych szkoleniowców...

- Nieprawda. Pamiętajmy, że trener Kretek ma ważną umową do końca roku, z której na pewno się wywiążemy. Nie było zatem żadnego wielkiego pośpiechu. Zarząd spokojnie analizował kandydatury, prowadziliśmy też rozmowy z kandydatami. Tylko media były bardzo niecierpliwe, bo nie mogły doczekać się nazwiska nowego trenera.

Dlaczego postawiliście na Marka Chojnackiego i Dariusza Bratkowskiego?

- Uważam, że z grona kandydatów, których zatrudnienie rozważaliśmy, duet Chojnacki - Bratkowski był najlepszym rozwiązaniem.

Duet trenerów to nietypowe rozwiązanie. Skąd taki pomysł?

- To może być nawet ewenement na skalę polską, ale według mnie co dwie głowy, to nie jedna. A tak poważnie, to obaj panowie prosili, że chcą pracować na równych warunkach. Na ich propozycję zarząd przystał. Liczymy, że dzięki temu rozwiązaniu sprawy szkoleniowe będą zapięte na ostatni guzik.

Z nominacji Chojnackiego i Bratkowskiego najbardziej chyba cieszą się kibice, bo obaj to byli piłkarze, związani od lat klubem z al. Unii.

- Nie tylko kibice, ale ja także bardzo się cieszę. Przypomnę, że prowadzili ŁKS już nawet w ekstraklasie, doskonale znają też realia ligowe, a teraz po latach znów wracają do naszego klubu. I co ważne, będą pracować nie tylko z pierwsza drużyną. Na przykład Darek Bratkowski zajmie się też szkoleniem bramkarzy w grupach młodzieżowych.

Trener Chojnacki niedawno przyznał, że z obecnej kadry zespołu zostanie najwyżej 18 zawodników. Czy zapadały już pierwsze decyzje personalne?

- To wyłącznie domena trenerów. Przyjęliśmy zasadę, że chcemy mieć w kadrze piłkarzy, którzy będą mieć ważne kontrakty do czerwca 2016 roku. Domyślam się, że zmiany będą, ale w tej chwili o tym trudno mówić. Nie pojawiły się jeszcze ze strony sztabu szkoleniowego żadne sugestie. Poza tym niektórzy zawodnicy muszą zadeklarować chęć gry w ŁKS przynajmniej przez 18 miesięcy. Wkrótce trenerzy mają przedstawić zarządowi listę nowych piłkarzy, których chcieliby mieć w kadrze.

Nie obawia się pan, że listy kandydatów może nie wytrzymać klubowy budżet?

- Na pewno się tak nie stanie, bo najpierw ktoś musi odejść, a dopiero na jego miejsce pojawi się nowy zawodnik. Jestem przekonany, że zmiany kadrowe się zbilansują. Na pewno nowi zawodnicy będą nie tyle uzupełnieniem kadry, co naprawdę znaczącym wzmocnieniem. Deklaracja trenów po nominacji jest taka, że wiosną chcą walczyć do końca o jak najwyższą pozycję w tabeli. Mimo sporej straty punktowej nadal nie zrezygnujemy z walki o awans do II ligi.