Siatkarski ŁKS poszkodowany. Nie może dostać dotacji z miasta przez... miasto

Siatkarski ŁKS nie otrzyma dotacji z miasta na wsparcie drużyn ligowych, gdyż nie może wykazać tysięcznej frekwencji na swych meczach. Ale nie dlatego, że nie ma zainteresowania ze strony kibiców, lecz dlatego, że miasto nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej hali.
Siatkarki ŁKS Commercecon Łódź w kwietniu minionego roku świętowały awans do I ligi kobiet. Stowarzyszenie ŁKS Siatkówka Żeńska, które od niemal pięciu lat odbudowuje siatkówkę w ŁKS, liczyło na wsparcie miasta. Ogłoszone właśnie warunki konkursu na "Wsparcie uczestnictwa łódzkich drużyn ligowych we współzawodnictwie sportowym" rozwiały te nadzieje. Aby uczestniczyć w tym zadaniu, należy mieć drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej lub uczestniczyć w rozgrywkach I ligi i udokumentować frekwencję na poziomie 1000 osób. Siatkówka w ŁKS spełnia ten drugi warunek, ale tylko połowicznie. - Nie możemy udokumentować takiej frekwencji, bowiem... na nasze mecze może przychodzić tylko 250 osób. Wynika to z braku pozwoleń na organizację imprezy masowej w hali przy ul. Skorupki, w której rozgrywamy swoje mecze - mówi wiceprezes ŁKS Siatkówka Żeńska Bartosz Wencław.

Działacze ŁKS specjalnie powstrzymują się z zapraszaniem kibiców na swoje mecze, nie chcąc doprowadzić do sytuacji, w której przed częścią widzów trzeba będzie po prostu zamknąć drzwi hali. W MOSiR i łódzkim klubie liczono, że w tym roku zostanie wykonany remont trybun i od przyszłego sezonu siatkarki ŁKS będą mogły grać przy większej publiczności, jednak w projekcie budżetu na rok 2015 zabrakło środków na to zadanie. - Po zburzeniu hali przy al. Unii zapewniano nas, że będziemy mieli podobne albo nawet lepsze warunki. MOSiR pomaga nam jak może, jednak faktycznie warunki panujące w hali, w której możemy rozgrywać swoje mecze, uniemożliwiają nam nie tylko stworzenie wspaniałego widowiska sportowego, ale również ubiegania się o miejskie dotacje. Pozostajemy w błędnym kole i jedyne co możemy, to czekać na budowę nowej hali przy al. Unii. A to skazuje nas na jeszcze przynajmniej dwa, może nawet trzy sezony w hali przy ul. Skorupki - dodaje Wencław.

Działacze ŁKS Siatkówka Żeńska zgłoszą więc swój projekt, jak co roku, w konkursie "Szkolenie sportowe w klubach sportowych", jednak ze względu na ilość startujących w nim klubów środki, na jakie mogą liczyć, będą niewspółmiernie małe. Nie tylko w porównaniu z innymi łódzkimi klubami, ale również z dotacjami, jakie otrzymują kluby I ligi kobiet z innych miast. Dla porównania - dotacja dla Zawiszy Sulechów w tym roku została zmniejszona z 950 tys. zł do 500 tys. zł, siatkarki Budowlanych mogą liczyć na wsparcie z miasta Torunia w wysokości ok. 600 tys. zł, podobnie jest w innych miastach. Siatkarki ŁKS w zeszłym roku otrzymały na rozgrywki pierwszoligowe zaledwie 40 tys. zł. - Niestety, mamy wrażenie, że mimo sukcesów naszych zespołów młodzieżowych i sukcesów sportowych w I lidze, jesteśmy wciąż niedoceniani. Musimy sobie jednak jakoś radzić, na szczęście nadal możemy liczyć na pomoc naszego sponsora tytularnego oraz innych darczyńców - mówi Krzysztof Świta z zarządu siatkarskiego ŁKS.

Pewnym wyjściem z sytuacji mogłoby być rozgrywanie meczów I ligi kobiet w Atlas Arenie, podobnie jak robi to ekstraklasowa drużyna Budowlanych Łódź. W ŁKS podkreślają jednak, że przy tej ilości imprez kulturalnych i targowych problem z terminami w Atlas Arenie na swoje mecze i treningi mają już siatkarki Budowlanych, które coraz częściej muszą trenować w... hali przy ul. Skorupki. - Poza tym budżet drużyny pierwszoligowej może nie zdzierżyć kosztów organizacji spotkań w tak dużej hali. Wszystko wskazuje więc na to, że budowa nowej hali sportowej przy al. Unii Lubelskiej jest coraz bardziej potrzebna i pilna - podkreślają szefowie klubu.