Pierwsza zimowa porażka ŁKS. "Dużo czasu na poprawę"

Słaba skuteczność i błędy w obronie - to przyczyny porażki ŁKS z Pelikanem Łowicz. Trenerzy zachowują jednak spokój
Zakończyła się zwycięska passa sparingów podopiecznych trenerów Marka Chojnackiego i Dariusza Bratkowskiego. Zimą ich podopieczni strzelili 12 goli, jednak za rywali mieli IV- i V-ligowców. Pelikan to rywal z tej samej klasy, który jesienią zdobył o trzy punkty więcej od łodzian. - Do każdego piłkarza można mieć pretensje - mówił po spotkaniu Chojnacki. - Nie chcę oceniać pojedynczych zawodników, bo sam wynik pokazuje, że błędów w obronie było sporo. Gry kontrolne są po to, aby wyciągnąć wnioski.

Tylko do przerwy łodzianie mieli lekką przewagę, ale nie potrafili wykorzystać okazji pod bramką rywala. Problemem był brak skuteczności, zwłaszcza u Łukasza Staronia i Kamila Cupriaka. Grzechem głównym były jednak błędy popełnione przez Michała Kołbę, Adama Sekuterskiego i Roberta Sieranta. Ten ostatni zagrał bardzo słabo i jeśli szybko nie wróci do formy, powinien obawiać się o miejsce w wyjściowej jedenastce. Ćwiczone na treningach ustawienie tzw. trójkąta nie do końca także zdało egzamin, bo rywale bez problemu przedostawali się pod bramkę łodzian. Wśród ełkaesiaków brakowało również zrozumienia, czego przykładem było niedostrzeganie w ofensywie wejść Dawida Piekielnego.

Piłkarze ŁKS nie mieli pomysłu na rozgrywanie akcji, dlatego napastnicy decydowali się na solowe popisy, z reguły były skazane na niepowodzenie. Testowany w ataku Marcin Firańczyk, wychowanek szkółki piłkarskiej Jagiellonii Białystok, praktycznie nie miał okazji kopnąć piłki. Po przerwie gospodarze przeprowadzili jedną groźną akcję, ale po strzale Przemysława Róźyckiego bramkarz nie miał problemów ze złapaniem piłki.

- Czeka nas bardzo dużo pracy - podsumował trener Bratkowski. Dodał też, że jest czas na wyeliminowanie braków, bo do pierwszego meczu ligowego pozostał jeszcze miesiąc. W środę o godz. 18 ŁKS zagra na boisku przy ul. Minerskiej sparing z Pogonią Grodzisk Mazowiecki.