Trenerzy ŁKS i Radomiaka zgodnie po meczu: "Remis to sprawiedliwy wynik"

- Mamy problem z wykorzystaniem dobrych okazji - przyznaje Dariusz Bratkowski, trener ŁKS, po meczu z liderem trzeciej ligi
Dariusz Bratkowski i Jacek Magnuszewski, trenerzy ŁKS i Radomiaka, nie ukrywali, że remis to sprawiedliwe rozstrzygnięcie. - Zagraliśmy bardzo konsekwentnie, zrealizowaliśmy niemal wszystkie założenia taktyczne, dlatego wynik remisowy jest sprawiedliwy. Grając czwórką w obronie, mieliśmy swoje atuty w grze do przodu - ocenia Bratkowski.

To zaskakujące stwierdzenie, bo gospodarze w meczu oddali zaledwie trzy celne strzały na bramkę. Dwa po stałych fragmentach gry, jeden po akcji. - Wszystko dlatego, że spotkanie było najczęściej rozgrywane w środku boiska. Przeciwnik skutecznie kasował nasze akcje, podobnie robiliśmy z jego atakami. Był to mecz walki, w którym obie drużyny zagrały konsekwentnie w defensywie - odpowiada na zarzut Bratkowski. Dodaje, że powrotu do ustawienia z trójką obrońców nie przekreśla. - Nie ma bowiem problemu, aby stosować różne ustawienie drużyny w kolejnych meczach. Przeciwnik dobrze czytał nasze zagrania, dlatego trudno było o idealne okazje do zdobycia gola. Zgadzam się z zarzutem, że Arturowi Golańskiemu nie wyszło uderzenie z rzutu wolnego, ale generalnie zagrał poprawnie. Mamy problem z wykorzystaniem dobrych okazji - kończy Bratkowski.

Jacek Magnuszewski, trener Radomiaka, przyznaje, że na wyniku remisowym zaważyło kilka spraw. - Czuliśmy w kościach niedawny mecz pucharowy, w którym walczyliśmy w dziesięciu zawodników przeciwko jedenastu przeciwnikom. Nie przyjechaliśmy tutaj, aby ścigać się, bo chcieliśmy grać spokojnie, czekać na swoje szanse. Należy przyznać, że ŁKS zaprezentował się solidnie. Postawił trudne warunki gry. Wiadomo, że łodzianie u siebie nie tracą goli, stąd mecz był wyrównany - oceniał Magnuszewski.

Szkoleniowiec Radomiaka przyznaje, że łodzianie byli bardziej zmotywowani, niż miało to miejsce w spotkaniu jesiennym. - To nie był zespół, który zgrał w Radomiu, kiedy położył głowę pod topór. U siebie łodzianie zgrali bardzo solidnie, agresywnie w defensywie, ale o umiejętnościach piłkarzy ŁKS nie będę się wypowiadał - tłumaczy. Magnuszewski dodaje, że choć Radomiak ma sporą przewagę nad drugim w tabeli Ursusem Warszawa, nadal ma motywację, aby wygrywać. - Chcemy zwyciężać w każdym meczu, ale nie chcemy się ścigać, zabijać, bo naszym celem przede wszystkim jest wygranie ligi. Do każdego spotkania nie możemy podchodzić jak do meczu o życie. Musimy skupić się na dowiezienia prowadzenia do końca - tłumaczy. Trener Radomiaka zgodził się z opinią, że mecz z ŁKS nie był wielkim widowiskiem. - Nie było potrzeby gryźć murawy, nie chcemy mieć też kontuzji w zespole, dlatego mając na tyle bezpieczną przewagę, będzie tak grać do końca sezonu - deklaruje.