Ryszard Polak: "Liczyłem, że ŁKS bardziej postawi się Legii"

- Otoczka meczu z Legią II zdeprymowała naszych zawodników - uważa były piłkarz i trener ŁKS.
ROZMOWA Z

RYSZARDEM POLAKIEM,

byłem piłkarzem i trenerem ŁKS

Jerzy Walczyk: Jest pan zaskoczony porażką ŁKS z rezerwami Legii Warszawa?

Ryszard Polak: Liczyłem, że ŁKS bardziej postawi się drużynie warszawskiej. Nowy stadion, sporo kibiców na trybunach miało być dodatkową motywacją. Fajnie nawet oglądało się spotkanie, bo stadion jest przyzwoity. Odniosłem jednak wrażenie, że cała otoczka zdeprymowała naszych zawodników. Druga połowa w ich wykonaniu była, delikatnie mówiąc, żenująca. Do przerwy ŁKS powinien prowadzić przynajmniej 2:0, bo miał okazje. Wprawdzie strzały były niecelne, dlatego bramkarz był bezrobotny. Za dużo było jednak niecelnych podań, nieporozumień między zawodnikami. Wierzę, że porażka z Legią to wypadek przy pracy, bo z taką grą nie ma co marzyć o awansie.

Czyżby trener Marek Chojnacki nie miał drużyny na awans?

- Pytanie można odwrócić: czy ma dobrych zawodników?

Widział pan mocne punkty?

- Nie widziałem zawodników, którzy górowaliby nad innymi. Przykładem jest chwalony ostatnio Rodrigo, który bardzo długo był niewidoczny, w sumie przeprowadził dwie-trzy akcje. Ale generalnie zawiódł, podobnie jak reszta zespołu.

Najsłabszą formacją ŁKS była jednak defensywa?

- I jedna, i druga obrona zagrały fatalnie. Na początku meczu legioniści popełnili masę błędów, których nie potrafiliśmy wykorzystać. Obrona łodzian w całym meczu była też kiepska. Do przerwy zagrożenie stwarzał Adam Ryczkowski, ale to ligowiec. Później był strzał Dyego w słupek, druga bramka i emocje się praktycznie skończyły.

Do tej pory atutem ŁKS był skuteczny Adam Patora.

- Patora nie jest jednak zawodnikiem, który próbuje rozszarpać obronę, to typowy lis pola karnego. Napastnik jest od tego, aby strzelać gole, i do tej pory robił to skutecznie. Choć miał dwie sytuacje, nie strzelił gola, dlatego trener posadził go na ławce rezerwowych. Więcej spodziewałem się po Tomku Ostalczyku. Wprawdzie jest po kontuzji, ale kiedy pojawił się na boisku, miałem nadzieję, że wreszcie coś zacznie się dziać. Niestety, pojedynków jeden na jednego nie wygrywał, a do tego brakowało mi z jego strony zagrożenia.

W ŁKS nie ma lidera.

- Dokładnie było widać, że brakuje zawodnika, który w trudnej chwili powinien być wiodący. Ideałem byłoby mieć dwóch takich: jednego w obronie, a drugiego w pomocy. Po stracie bramki z łodzian zeszło powietrze, a w drugiej połowie ełkaesiacy byli już tak zdołowani, że nie oddali strzału na bramkę. Nie było wtedy nikogo, kto pociągnąłby kolegów do walki.

Przed ŁKS trudny mecz z Pelikanem Łowicz?

- To będzie prawdziwy test. Po przegranej z Legią łodzianie muszą się szybko podnieść. Dla Pelikan to też ważny mecz, bo drużyna Bogdana Jóźwiaka przecież ma aspiracje. ŁKS nie może już tracić punktów, jeżeli chce awansować. Na razie zespoły zbytnio nie pouciekały, ale gdyby ŁKS znów przegrał, jego zawodnikom może zabraknąć komfortu psychicznego w kolejnych meczach. I kibice będą poirytowani, dlatego to bardzo istotny mecz dla przyszłości drużyny z al. Unii.