Pelikan Łowicz - ŁKS 1:2. ŁKS wraca do gry o awans

Piłkarze Pelikana Łowicz i ŁKS rozegrali niezły mecz, ale to łodzianie dopisali sobie trzy punkty
W meczu Pelikana z ŁKS było wszystko, co w piłce jest najatrakcyjniejsze: wiele sytuacji podbramkowych, gole i duża dramaturgia. Kibice, którzy wypełnili stadion w Łowiczu, na pewno zapamiętali doskonałą interwencję Aleksandra Ślęzaka w ostatniej akcji. Łódzki stoper wybił piłkę sprzed linii bramkowej po strzale głową Michała Fabiańskiego. Po tej akcji sędzia zakończył spotkanie i goście mogli cieszyć się ze zdobycia trzech punktów.

ŁKS pojechał do Łowicza bez Adama Patory, najlepszego strzelca, którego w piątek zmogła choroba. Mimo to wygrali czwarte spotkanie wyjazdowe spotkanie w tym sezonie. Dla łowiczan była to pierwsza przegrana u siebie w tych rozgrywkach.

Ełkaesiacy nie byli faworytami pojedynku, ponieważ w poprzedniej kolejce w kiepskim stylu przegrali z rezerwami Legii Warszawa. Tymczasem już w 43. sekundzie Dominikas Griżas - po zagraniu Tomasza Ostalczyka - strzelił gola. Co ciekawe, później okazało się, że Litwin miał stuprocentową skuteczność, bo tylko raz uderzył na bramkę. Miał przy tym trochę szczęścia, ponieważ po interwencji Przemysława Perzyny piłka odbiła mu się od nogi. Poza tym nie imponował, więc po niecałej godzinie ustąpił miejsca Rafałowi Serwacińskiemu.

Gospodarze natychmiast próbowali zdobyć kontaktową bramkę. Sytuacji mieli sporo, ale ŁKS albo miał bardzo dużo szczęścia, albo piłkarzom Pelikana brakowało precyzji. Łodzianie byli bardzo skoncentrowani w obronie. Najbardziej aktywny w Pelikanie Szymon Kiwala co rusz sprawdzał czujność Michała Kołby. Raz był nawet bliski strzelenia gola, ale bramkarz wybił piłkę na róg. Z kolei Mariusz Cichowlas miał pecha, bo po jego strzale obrońcy wybili piłkę sprzed bramki.

Łodzianom szło jak po grudzie, ale aktywny od początku spotkania Dawid Sarafiński popisał się indywidualną akcją i podwyższył wynik na 2:0. Trener Marek Chojnacki podkreślał, że jego podopieczni zagrali konsekwentnie. Tak było jednak do 67. minuty. Wówczas Damian Kosiorek niczym narciarz na stoku minął tyczki w postaci pięciu łodzian, zagrał do Roberta Kowalczyka, który strzelił kontaktowego gola.

Do końca gra toczyła się według scenariusza "akcja za akcję". Najpierw piłę meczową miał Artur Golański, ale chybił. Później w idealnej sytuacji spudłował doświadczony Marcin Nowak, a na koniec serialu remis Pelikanowi mógł dać Fabiański, po którego strzale głową piłkę z linii bramkowej wybił Ślęzak.

Dzięki wygranej ŁKS awansował na drugie miejsce w tabeli. Zaś trener Pelikana chwalił swoich podopiecznych. - Jestem pełen szacunku dla mojej drużyny, bo włożyła w grę duże zaangażowanie i pokazała kilka bardzo dobrych akcji - przyznał Bogdan Jóźwiak.

Pelikan Łowicz - ŁKS 1:2 (0:1)

Gole: Kowalczyk (67.) - Griżas (1.), Sarafiński (61.)

Pelikan: Perzyna - Gawlik, Nowak, Broniarek, Bończak (83. Dąbrowski) - Kosiorek (87. Nasalski), Gamla, Kiwała (69. Fabjański), Adamczyk - R. Kowalczyk, Czarnecki (46. Parobczyk)

ŁKS: Kołba - Cibulskas, Ślęzak, Salski, Szumer - Dynel (65. Kacela), Ostalczyk (88. Zimoń), Cichowlas, Sarafiński, Rodrigo (69. Golański) - Griżas (58. Serwaciński)

Widzew Łódź - Stal Głowno. Transmisja wideo tylko na lodz.wyborcza.pl. Za darmo!