Górnik Łęczyca - ŁKS 0:2. Męczarnie łódzkich dublerów w Pucharze Polski

- Wynik jest lepszy niż gra - tak występ ŁKS w Pucharze Polski podsumował trener Marek Chojnacki. Jego drużyna długo męczyła się z piątoligowym Górnikiem Łęczyca.
Spotkania trzeciej rundy okręgowego Pucharu Polski zaplanowane są na 7 października, ale ŁKS zagrał w Łęczycy tydzień wcześniej. Powodem jest pojedynek Widzewa z MKS w Kutnie i obawy policji, by nie doszło do konfrontacji kiboli obu łódzkich klubów. Biorąc pod uwagę to, co stało się na stadionie Górnika, ostrożność jest uzasadniona...

Fani ŁKS zadeklarowali ostatnio, że będą dopingować swoją drużynę, nie używając niecenzuralnych słów. Ale chyba nie do wszystkich to dotarło, bo w Łęczycy zachowywali się bardzo źle. Postanowili nawet wbiec na boisko, ale zostali powstrzymani przez policję z pomogą gazu pieprzowego. - Ta deklaracja dotyczy tylko meczów na łódzkim stadionie - tłumaczył jeden z działaczy ŁKS. Miejscowi kibole nie chcieli być dłużni, dlatego odpalali race i rzucali petardy.

Niestety, fatalne zachowanie fanów było najciekawszym wydarzeniem w pierwszej połowie. Szkoda tylko, że nie miało niczego wspólnego ze sportem.

Trener Chojnacki zapowiedział, że Puchar Polski będzie testem dla dublerów dobijających się do pierwszego składu. W podstawowej jedenastce pojawiło się więc tylko dwóch piłkarzy, którzy zaczęli mecz z Pelikanem w Łowiczu. To Dominikas Cibulskas i Łukasz Dynel. Łodzianie mogli prowadzić już w 7. min, jednak po dośrodkowaniu Artura Golańskiego Rafał Serbwaciński trafił piłką w słupek. Ambitni gospodarze nie dopuszczali przeciwników do głosu, a sami mieli za małe umiejętności, by stworzyć sobie groźne sytuacje.

Ełkaesowscy dublerzy grali słabo, a wyjątkiem był Ukrainiec Władysław Terentiew. Po przerwie na boisku pojawił się 17-letni Damian Nowacki, występujący w Centralnej Lidze Juniorów. Jak się okazało, junior poderwał do walki znacznie bardziej doświadczonych kolegów, którzy wzięli się do roboty. Najbardziej przejął się chyba Golański, który w 60. min przebiegł kilkadziesiąt metrów i strzałem zza pola karnego dał gościom prowadzenie.

Strata gola odebrała łęczynianom nadzieję na korzystny wynik. Zawodnicy Górnika szybko zaczęli tracić siły i ochotę do gry. A aktywny Nowacki wciąż się starał i dużo biegał. W 71. min Serwaciński z ostrego kąta nie trafił do pustej bramki, a cztery minuty później zawstydził go młokos i z daleka podwyższył wynik. Wynik mógł być wyższy, jednak w końcówce Dominikas Griżas z ok. 10 m kopnął nad poprzeczką, choć miał przed sobą tylko bramkarza, a obok dwóch kolegów. Chojnacki rozgrzeszył go, przypominając, że we wtorkowym meczu Barcelony z Bayerem Leverkusen w Lidze Mistrzów podobnej okazji nie wykorzystał Meksykanin Javier Hernandez. - Najważniejsze jest to, że jesteśmy w kolejnej rundzie, bo rok temu odpadliśmy od razu - przypomniał szkoleniowiec.

W sobotę ŁKS - już zapewne w całkiem innym składzie - zmierzy się na swoim stadionie z Wartą Sieradz.

Górnik Łęczyca - ŁKS 0:2 (0:0)

Gole: Golański (60.), Nowacki (75.)

ŁKS: Sekuterski - Filipiak, Cibulskas, Terentiew, Szumer (65. Poprawa) - Bryzek, Zimoń, Golański, Kacela (65. Placek) - Dynel (46. Nowacki), Serwaciński (78. Grizas)