ŁKS wreszcie wygrał i zagra w kolejnej rundzie Pucharu Polski

Spotkanie z KS Kutno w czwartej rundzie okręgowego Pucharu Polski miało dać odpowiedź, czy drużyna ŁKS ma już za sobą słabszy okres. Wszystko wskazuje, że kryzys już się skończył.
ŁKS przyjechał do Kutna, pamiętając, że przed sezonem wygrał sparing gospodarzami dopiero po rzutach karnych. Decydująca jedenastkę strzeli wtedy Rodrigo, którego teraz zabrakło z powodu choroby. Zespół z Kutna zajmuje obecnie trzecie miejsce w łódzkiej klasie okręgowej, a w poprzedniej rundzie wyeliminował Widzew.

Spotkanie miało dać odpowiedź na pytanie, czy ostatnie zawirowania w klubie zostawiły ślad na drużynie. Trener Marek Chojnacki poważnie potraktował rywala, bo w pierwszym składzie wystawił aż dziewięciu piłkarzy, którzy w sobotę zaczęli mecz z Wartą w Działoszynie. Nowymi byli Adrian Filipiak, dobrze spisujący się w rezerwach, oraz Rafała Serwaciński, który miał być liderem, jednak do tej pory zawodził. Początek był wyrównany, a oba zespoły stworzyły po dwie okazje. Już w 5. min po dośrodkowaniu Adama Patory szansę miał Marcin Kacela, ale w polu bramkowym wpadł na przeciwnika. Dziesięć minut później Tomasz Ostalczyk zagrał do Marcina Zimonia, ten jednak fatalnie spudłował. W odpowiedzi formę Michała Kołby sprawdził Gracjan Sobczak. Za pierwszym razem łódzki bramkarz popisał się kapitalną interwencją meczu, broniąc uderzenie z bliska.

Jeszcze w 25. min Artur Golański nie wykorzystał kolejnej szansy, po czym przypomnieli o sobie łódzcy kibice. Niestety z niechlubnej strony: najpierw odpalili race, a następnie próbowali wbiec na boisko. Na szczęście policji było na stadionie tak dużo, że szybko zaprowadziła porządek na trybunach.

Inna sprawa, że łodzianie byli prowokowani przez miejscowych fanów. Ich zapał szybko jednak ostudził Patora, zdobywając dwie bramki. Pierwszą po dośrodkowaniu Ostalczyka, drugą, po uderzeniu głową. Stadion w Kutnie ucichł tak, że wreszcie można było usłyszeć, jak żywiołowo i szczegółowo trener Marek Chojnacki instruuje swoich piłkarzy. Aż z trybun rozległ się okrzyk: "Daj im wreszcie pomyśleć".

Po przerwie mecz był wyrównany. Ełkaesiacy nie grali już z takim zaangażowaniem, a przede wszystkim zmiennicy byli gorsi od swoich poprzedników. Po jednej z kontr łodzian obrońcy ostro zaatakowali Ostalczyka, a sędzia podyktował rzut karny. Wykonał go sam poszkodowany: huknął z całych sił, piłka odbiła się od poprzeczki, od ziemi i dopiero wpadła do siatki.

ŁKS później oddał inicjatywę gospodarzom, a ci zdobyli honorową bramkę. Padła ona w kuriozalnych okolicznościach: Kołba tak niefortunnie wybijał piłkę, że wcelował w stojącego na linii pola karnego Piotr Kierusa i został przelobowany. Łodzianie w końcówce pogubili się, a piłkarze z Kutna wyczuli szansę. W 86. min gościom dopisało szczęście, ponieważ Łukasz Góralczyk trafił w poprzeczkę. Już w doliczonym czasie podobnie zachował się Dominikas Griżas.

Chojnacki tak głośno krzyczał, że prawdopodobnie stracił głos. Na konferencję przyszedł więc Dariusz Bratkowski. - Przyjechaliśmy, żeby wygrać i to zrealizowaliśmy - stwierdził tylko. Wygrana sprawiła też, że opadło napięcie między piłkarzami a kibicami. Ci pierwsi poszli nawet podziękować za doping. Czy to jednak koniec kryzysu, przekonamy się w niedzielę o godz. 15, kiedy ŁKS podejmie Ursusa Warszawa.

KS Kutno - ŁKS 1:3 (0:2)

Gole: Patora 28., 39., Ostalczyk 59., karny - Kierus 64.

ŁKS: Kołba - Filipiak, Zimoń, Ślęzak, Szumer (64. Terentiew) - Kacela (46. Placek), Serwaciński (71. Sarafiński), Cichowlas, Golanski, Ostalczyk - Patora (46. Grizas)

Więcej o: