Gorzkie żale prezesa, który mocno mija się z prawdą [KOMENTARZ]

Wiceprezes ŁKS Commercecon w liście do mediów użala się, jak źle jest traktowany przez miasto. Problem w tym, że nie pisze całej prawdy
W przyszłym tygodniu drużyna zagra o ćwierćfinał Pucharu Polski z Aluprofem Bielsko-Biała. "Niestety, 17 lutego hala MOSiR przy ul. Skorupki 21 jest wyłączona z użytkowania. Władze miasta postanowiły, że przez dwa tygodnie zamiast sportu hala ma służyć imprezie targowej oraz imprezie religijnej" - napisał Bartosz Wencław. Cóż, zdarza się, bo jak przypuszczałem, obiekt został wynajęty na długo przed ustaleniem jakichkolwiek terminów przez PZPS. Moje domysły potwierdzili w urzędzie miasta, wyjaśniając, że umowa została podpisana we wrześniu. Według Wencława należy zerwać kontrakt, bo okazało się, że akurat w tym terminie ma zostać rozegrany mecz.

Wiceprezes ŁKS zwrócił się więc do miasta o pomoc. Usłyszał, że spotkanie można rozegrać w halach: Parkowej przy ul. Małachowskiego i Tęczy przy ul. Karpackiej. Poszedł jednak do Atlas Areny. Tam dowiedział się, że 17 lutego jest ona zajęta. "Chcieliśmy to spotkanie rozegrać w Atlas Arenie, niestety, okazało się, że tego dnia mecz tam będzie rozgrywać drużyna siatkarska z innego miasta (Skra Bełchatów)" - napisał w swoim liście. Rozumiem, że pomyślał sobie, że jakim prawem jakiś tam klub z Bełchatowa stawiany jest wyżej od łódzkiego lidera pierwszej ligi! Co tam Liga Mistrzów, na którą przychodzi 10 tysięcy kibiców. Ważniejsza jest drugoligowa drużyna (bo pierwsza liga naprawdę jest drugą), którą w tym sezonie nigdy nie oglądało nawet 300 osób!

W swoich żalach Wencław zapomniał dodać, że PGE Skra też zarezerwowała obiekt wcześniej, a za jego wynajęcie zapłaci prawie 50 tys. zł. Bo Atlas Arena, a konkretnie zarządzająca nią spółka MAKiS, musi zarabiać na swoje utrzymanie. Udaje jej się to nieźle, skoro miasto nie musi do niej dopłacać, jak to się dzieje z innymi tego typu obiektami w Polsce. Nieoficjalnie usłyszeliśmy, że ŁKS Commercecon zaoferował kilkadziesiąt razy mniejszą sumę. Dostał więc propozycję, by zagrać we wtorek lub czwartek, ale do momentu wylania swoich żalów na nią nie odpowiedział. Wolał poskarżyć się, żeby pokazać, jak to źle jest traktowany. Bo co tam kilkadziesiąt tysięcy złotych i ważne umowy: jesteśmy biedni i prześladowani przez bezdusznych urzędników, którzy zmówili się przeciwko sympatycznym siatkarkom ŁKS. Jestem pewien, że gdy tylko zakwalifikują się do Ligi Mistrzów, wszystkie hale będą stały przed nimi otworem. Ale przy prezesie celowo mijającym się z prawdą, by podburzyć kibiców, wątpię, by kiedykolwiek to się udało. Szkoda!