Artur Golański z ŁKS o porażce z Oskarem Przysucha: "Jesteśmy zdruzgotani"

- Mamy teraz cztery mecze, w tym trzy zagramy u siebie, czyli wszystko nadal jest możliwe - zapewnia Artur Golański, strzelec gola w meczu z Oskarem Przysucha.
W przegranym meczu w Przysusze Artur Golański był jednym z nielicznych zawodników drużyny z al. Unii, do których nie było można mieć pretensji. Wychowanek klubu z al. Unii tydzień temu - w pojedynku z Sokołem Aleksandrów, zaliczył asystę i gola, w sobotę bezpośrednio z rzutu wolnego pokonał Filipa Adamczyka, bramkarza beniaminka III ligi. - Cóż mogę powiedzieć... Jesteśmy zdruzgotani porażką, która nie powinna się nam przytrafić. Wyszliśmy mocno zmobilizowani na mecz. Kontrolowaliśmy przebieg gry, ale na początku drugiej połowy dostaliśmy gola. Nadal mieliśmy jednak przewagę, prowadzimy grę, ale straciliśmy drugiego gola. Przy 2:1 dla gospodarzy nadal przeważaliśmy, ale jednak straciliśmy trzecią bramkę. To sytuacja po prostu nie do pomyślenia. Musimy walnąć się w piersi i iść do przodu - opowiadał Golański.

Co szwankowało w grze ŁKS? - Przede wszystkim zabrakło nam skuteczności, bo przy remisie mieliśmy swoje okazje do zdobycia gola. Gdybyśmy wtedy strzelili na 2:1 na pewno byśmy tutaj wygrali wysoko - odpowiadał pomocnik.

Strzelec honorowego gola zgadza się z opinią, że był to mecz, w którym każdy strzał kończył się golem. - Na pewno nie może winić za przegraną Michała Kolby, bo jednego gola rywala strzelili po rzucie karnym. Z kolei trzecia bramka to był rykoszet, czyli praktycznie nie do obrony. Zabrakło nam także nam nieco większej dyscypliny taktycznej. Szczególnie po naszej lewej stronie, bo byliśmy zbyt mało agresywni, stąd przeciwnicy mieli zbyt wiele luzu. Gdy poszła kontra zbyt wolno wracaliśmy do obrony - tłumaczy.

Zdaniem Golańskiego awans do drugiej ligi jeszcze się nie oddalił, bo to początek dopiero rundy rewanżowej. - Przed nami cztery mecze, w tym trzy u siebie, czyli wszystko nadal jest możliwe - zapewnia- We wtorek trenujemy i do przodu, a na najbliższe dwa mecze celem będzie sześć punktów - deklaruje Golański.