Oskar Przysucha - ŁKS 3:1. Wstydliwa porażka ŁKS z beniaminkiem

Jeśli ŁKS chce awansować do II ligi, nie może tracić punktów w spotkaniach z najsłabszymi drużynami.
W spotkaniu z zamykającym tabelę Oskarem Przysucha miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Tymczasem zobaczyliśmy najsłabszy występ ełkaesiaków w tym sezonie. Porażka z ostatnim zespołem w tabeli zawsze boli, bez względu na okoliczności. Ból jest tym większy, bo szanse na baraż o II ligę znów się zmniejszyły.

Po trzech wiosennych meczach dorobek ŁKS to tylko cztery, zamiast zapowiadanych dziewięciu punktów. Piłkarze i działacze mają więc powód do zmartwień. Wprawdzie Polonia Warszawa i Lechia Tomaszów zremisowały, ale Sokół Aleksandrów rozbił 5:0 Start Otwock i znów wyprzedza łodzian aż o dziesięć punktów. Tak bardzo dużo. - Przed nami teraz cztery mecze, w tym trzy u siebie. Wszystko nadal jest możliwe - zapewnia Artur Golański.

Zdaniem działaczy obecna drużyna jest dużo lepsza od tej, która grała w rudzie jesiennej. Przypomnijmy, że poprzednia rozbiła w Łodzi Oskara aż 6:2. Początek rewanżu był niezły, a prowadzenie ŁKS wydawało się kwestią czasu. Wprawdzie łodzianie przewyższali umiejętnościami rywali, ale gdy już dochodzili do niezłych okazji, na przeszkodzie stawał dobrze interweniujący Filip Adamczyk. W końcu bramki padały, ale dla gospodarzy. Spowodowały je błędy obrońców gości. Ełkaesiacy zawiedli. Po trzech meczach trudno powiedzieć, że Michał Stryjewski jest liderem drugiej linii, a Paweł Pyciak to lepszy prawy obrońca niż Damian Pawlak, który jesienią był kluczowym zawodnikiem drużyny z al. Unii.

Problemem ŁKS pozostaje skuteczność, a właściwie jej brak. W kadrze jest trzech napastników, ale wiosną żaden z nich nie strzelił gola. W sobotę bramkarz Oskara był niepokojony najczęściej przez pomocników Golańskiego i Tomasza Ostalczyka.

Oskar był bardziej zmotywowany, zagrał mądrzej i rozsądniej. Nie ustawił tzw. autobusu przed polem karnym, a kluczem do zwycięstwa były kontry. Akcje łodzian były kończone zbyt słabymi lub blokowanymi uderzeniami, choć po wyrównującym golu Golańskiego wydawało się, że jest nadzieja na sukces. ŁKS był często wtedy w posiadaniu piłki, ale zapominał o obronie. Niezrozumiałe było zachowanie Kamila Rozmusa, który nie zasygnalizował trenerowi zmiany, choć w ostatnim kwadransie miał problemy z bieganiem. Jego stroną szły więc groźne kontry. Rodrigo, który był bohaterem jesiennego meczu z Oskarem, zamiast wzmocnić drużynę, szybko otrzymał dwie żółte kartki i został wyrzucony z boiska.

Nawet kibice w Przysusze byli zdumieni fatalną postawą gości. - Miejsce ŁKS nie jest na naszym stadionie, ale w dużo, dużo wyższej lidze - przyznał jeden z miejscowych działaczy.

Do końca sezonu pozostało jeszcze 14 spotkań, ale każda strata punktu oddala łodzian od barażu o II ligę. - Jesteśmy zdruzgotani porażką, która nie powinna się nam przytrafić. Ale wszystko nadal jest możliwe - zapewnia Golański. To prawda, pod warunkiem, że drużyna uniknie podobnych wpadek.

W najbliższej kolejce - w niedzielę o godz. 15 - ŁKS podejmie Pilicę Białobrzegi, rewelację rundy wiosennej.

<b>Oskar Przysucha - ŁKS 3:1 (0:0) </b>

Gole: Jaworski (47, karny), Madej (67.), Maciejczak (70.) - Golański (62.)

ŁKS: Kołba - Pyciak, Zimoń, Cichowlas, Rozmus - Ostalczyk (71. Rodrigo, Ż, Cz), Golański, Stryjewski (46. Barzyc), Kocot, Woźniak - Patora Ż (57. Świątek Ż).